zaglebie-lubin.net


Internetowe Forum Kibiców Zagłębia Lubin - to już 10 lat z Wami!
Teraz jest 2017 gru So 16, 04:25

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3065 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 201, 202, 203, 204, 205  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 maja Wt 09, 11:06 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2008 lip Pt 25, 19:47
Posty: 962
Lokalizacja: Lubin
Cytuj:
:arrow:
Kod:
www.gazetawroclawska.pl/sport/a/zaglebie-bedzie-mialo-nowego-dyrektora-i-pilkarzy,12057436/

Po sezonie w Zagłębiu Lubin szykują się spore zmiany. Odejdzie kilku piłkarzy, a ich następców poszuka nowy dyrektor sportowy, którego nazwisko poznamy jeszcze przed zakończeniem obecnego sezonu. Niepewna jest także przyszłość trenera Piotra Stokowca.


10. miejsce po 32. kolejkach LOTTO Ekstraklasy to rezultat daleki od przedsezonowych oczekiwań włodarzy, trenera, samych zawodników i kibiców Zagłębia. Spadek lubińskiemu klubowi na razie nie grozi, lecz fakt, że podopieczni Piotra Stokowca ostatni raz komplet punktów zainkasowali 7 marca, nie pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość. Po sezonie w klubie może dojść do kilku zmian.

Ważą się losy trenera Piotra Stokowca. Były szkoleniowiec m.in. Polonii Warszawa i Jagiellonii Białystok stał się zakładnikiem własnych słów, obalając teorię Michała Probierza o pocałunku śmierci, jakim zdaniem „polskiego Guardioli” są europejskie puchary. Długo Stokowca broniły wyniki i widowiskowa jak na polskie standardy gra, ale w pewnym momencie zaczęło brakować tych pierwszych, a dziś już nawet o to drugie jest niezwykle trudno. Pytanie brzmi - czy to wina trenera?

- Zabrakło nam większej ilości wzmocnień do pierwszego składu, zwłaszcza w okresie zimowym. Wiadomo, że jeszcze latem odszedł od nas Maciej Dąbrowski, który był ważnym ogniwem tego zespołu. Nie zamierzam jednak szukać wymówek i użalać się nad swoim losem. Będziemy walczyć do końca - powiedział po jednym z ligowych meczów (jeszcze przed podziałem punktów) Stokowiec.

Trudno się z nim nie zgodzić. Choć władze „Miedziowych” zimą zakontraktowały aż sześciu nowych graczy, to w zasadzie tylko Kamila Mazka z Ruchu Chorzów można uznać za wzmocnienie pierwszego składu. 18-letni Radosław Dzierbicki i Bartosz Slisz z ROW-u Rybnik, czy 19-letni wychowankowie Damian Oko i Dominik Jończy, to na razie melodia przyszłości, choć ten ostatni - głównie ze względu na kontuzje - zdołał już zadebiutować w LOTTO Ekstraklasie. Zaś 39-letni weteran ligowych boisk Zbigniew Małkowski przyszedł głównie jako doświadczony zmiennik dla pierwszego bramkarza - Martina Polacka.

Co by nie mówić po odejściu do PZPN-u dotychczasowego dyrektora sportowego Piotra Burlikowskiego, jednego z ojców odrodzenia Zagłębia Lubin po spadku do pierwszej ligi, w klubie z Zagłębia Miedziowego zabrakło człowieka, który miałby doświadczenie w transferowaniu zawodników. Czy latem w Lubinie znów pojawi się etat dla dyrektora sportowego?

- Nigdy nie powiedzieliśmy, że po odejściu Piotra Burlikowskiego w naszym klubie nie będzie już dyrektora sportowego. Rozmawiamy z potencjalnymi kandydatami i wiele wskazuje na to, że jeszcze przed zakończeniem sezonu ogłosimy, kto nim będzie - uchyla rąbka tajemnicy prezes Robert Sadowski.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że jednym z kandydatów na to stanowisko jest Michał Żewłakow, dziś piastujący tę funkcję w Legii Warszawa. Nie jest tajemnicą, że „Żewłak” nie najlepiej dogaduje się z nowym sternikiem stołecznego klubu Dariuszem Mioduskim. Były reprezentant Polski nie ukrywa, że jest człowiekiem Bogusława Leśnodorskiego i deklarował nawet, że jeśli ten nie będzie dalej sprawował funkcji prezesa w drużynie mistrza Polski, to odejdzie z klubu.

- Michał Żewłakow? Nie potwierdzam, nie zaprzeczam, ale to prawda, że wśród kandydatów do pracy w Zagłębiu są dyrektorzy, którzy obecnie pracują w innych klubach - zdradził Sadowski.

Do rozstrzygnięcia pozostaje jeszcze kwestia wygasających w czerwcu kontraktów. Nowych umów wciąż nie doczekali się Łukasz Piątek, Adrian Rakowski, Dorde Cotra i Deimantas Petravicius, choć dwaj ostatni mają wpisane klauzule dotyczące automatycznego przedłużenia. Pod znakiem zapytania stoi też przyszłość Jana Vlaski. Słowak awizowany był jako piłkarz, który może stać się gwiazdą całej ligi, ale na razie głównie leczy urazy lub zwyczajnie zawodzi. Jego odejście wydaje się przesądzone.

- Z każdym z tych zawodników możemy się porozumieć. Decyzje kadrowe zostaną ogłoszone po zakończeniu sezonu. Latem należy spodziewać się około pięciu transferów do klubu, co oczywiście będzie wiązało się z zakończeniem współpracy z kilkoma zawodnikami - podkreśla Sadowski.

Sezon w roli szkoleniowca pierwszej drużyny niemal na pewno dokończy Stokowiec, ale coraz więcej wskazuje na to, że latem władze lubińskiego ekstraklasowicza ogłoszą nazwisko jego następcy.

- Cele jakie sobie założyliśmy przed sezonem już na pewno nie zostaną zrealizowane. Na razie zwieramy szyki i skupiamy się na utrzymaniu, bo to cel nadrzędny. Po sezonie usiądziemy i zastanowimy się co dalej. Ważne też, żeby zająć jak najwyższe miejsce w grupie spadkowej, bo wiadomo, że im wyższa lokata, tym większy wpływ do budżetu z Ekstraklasy S.A. Ile to już się nasłuchałem, że już zatrudniłem Waldemara Fornalika, Czesława Michniewicza, a za chwilę pewnie do tego grona dołączy jeszcze Kazimierz Moskal. Powtarzam po raz kolejny - na razie żadne decyzje nie zapadły - zakończył prezes Sadowski.


(źródło: gazetawrocławska.pl/Piotr Janas)

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 maja Śr 10, 14:02 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 kwi Wt 13, 20:16
Posty: 4811
Lokalizacja: Lubin
dobrze ze teraz sie obudzili ze przydalyby sie transfery (wzmacniajace druzyne)

_________________
Milczenie jest złotem...
Obrazek
Zagłębie Lubin. To jest naprawdę ważne.
link ->zwrot kasy z giving assistant ->opis


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 maja Śr 10, 16:48 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2005 cze Pn 27, 13:55
Posty: 4361
Lokalizacja: Lubin
Kuriozalna sytuacja jest w Szczecinie i Kielcach. Zespoły z górnej ósemki zwalniają trenerów, odchodzi z Korony Bartoszek a z Pogoni Moskal, który bądź co bądź zrobił niezłą robotę. Ja napisałem, jeśli ma do Zagłębia przyjść nowa miotła to nie mają być ludzie pokroju: Fornalika, Michniewicza, Moskala czy Skorży. Wszystko to odgrzewane kotlety.

_________________
"Jedno serce,jeden klub...ZAGŁĘBIE LUBIN..."


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 maja Wt 30, 14:11 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2008 lip Pt 25, 19:47
Posty: 962
Lokalizacja: Lubin
Cytuj:
:arrow: http://weszlo.com/2017/05/30/wtorek-krzysztof-stanowski-21/

Z ustawianiem meczów kibice na co dzień mają wielki problem – w czym zresztą nic dziwnego. Natomiast zdarza się też od święta, że sami zabawiają się w małych fryzjerów i wtedy nie tylko korupcją przestają gardzić, lecz stają się jej inspiratorami. Żądają wręcz: ustawcie mecz!

Dochodzą głosy, że Zagłębie Lubin ma przegrać z Arką Gdynia w ostatniej kolejce. Dość łatwo natrafić na wypowiedzi fanów z Lubina, którzy tego właśnie oczekują od swoich zawodników: porażki. Przypomina to sytuację, gdy zawodnikom Górnika Zabrze zakomunikowano, iż mają przerżnąć z Lechem Poznań, tyle że teraz w grę wchodzi „przyjaźń” (tylko w polskim futbolu to piękne słowo ma aż tak patologiczne znaczenie, pod każdym względem). Fani Zagłębia tak bardzo „przyjaźnią się” z Arkowcami, że nie wyobrażają sobie zwycięstwa swojej drużyny. Na Twitterze jeden kibic napisał do drugiego: „Bo? Jaki masz problem? Ja jako kibic Zagłębia życzę sobie, żeby piłkarze przyjaciołom odpuścili i w sumie frędzelek ci do tego”.

Jeśli piłkarz specjalnie przegrał, bo tego wymagali od niego starsi koledzy z zespołu – oj, jest gnidą bez honoru, mógł zrobić to, tamto, zamknąć się w kiblu, zjeść surowego ziemniaka itd. Jeśli piłkarz wziął udział w zrzutce, bo trener ją zarządził albo dlatego, że po prostu wszyscy się zrzucali i nie chciał być odszczepieńcem – na stos z nim. Ale zastanawiam się, jak co niektórzy zinterpretowaliby sytuację, w której zawodnik celowo przegrywa, ponieważ w zespole rywali gra jego wielki przyjaciel? Przecież przyjaźń to przyjaźń, prawda? Kibic oczekujący, że nikt nie zrobi krzywdy jego „przyjaciołom”, powinien być wyrozumiały, gdy ktoś kieruje się takimi samymi romantycznymi motywacjami.

– Przepraszam kibiców, ale w przeciwnym zespole gra mój przyjaciel i po prostu musiałem ułatwić mu zdobycie trzech goli. Obserwował go przecież zagraniczny klub – mówi piłkarz, a wszyscy wokół przyjmują to usprawiedliwienie ze zrozumieniem. „No tak, Piotrek, wiadomo. Przyjaźń! Ty o nic nie walczysz, a on ma szansę na transfer”. I rozchodzą się do domów, by wspólnie jeść popcorn i oglądać serial „Przyjaciele”.

Stop.

Sytuacja jest niesympatyczna z wielu powodów i praktycznie wszyscy znaleźli się po szyję w gównie, a może być tylko gorzej.

Czy Arka Gdynia jest w stanie uczciwie wygrać w Lubinie? Oczywiście, że jest – tak jak wcześniej była w stanie uczciwie wygrać z Lechem w finale Pucharu Polski. Owszem, potrzeba do tego trochę szczęścia, ale w każdy weekend w futbolu zdarza się ze sto większych sensacji. Tymczasem atmosfera wytworzona wokół tego meczu sprawia, że piłkarze Arki zostali odarci z godności sportowców. Oni zwyciężyć z innym zespołem z grupy spadkowej mogą tylko wówczas, gdy ten zespół ordynarnie się podłoży. I nawet jeśli wygrają całkowicie uczciwie, ludzie w całej Polsce powiedzą – teatrzyk! Gdynianie w oczach opinii publicznej mogą być więc tylko żałosnymi karykaturami piłkarzy, jeśli wygrają załatwiony mecz, albo jeszcze bardziej żałosnymi karykaturami piłkarzy, jeśli nie wygrają załatwionego meczu. Nie jestem pewny, czy takie prezenty daje się „przyjaciołom”.

Czy Piotr Stokowiec może wyjść z tej sytuacji z twarzą? O ile nie wygra, będzie mu bardzo trudno. Chodzą głosy, że miałby wystawić w ostatniej kolejce juniorów. Rzecz jasna będzie mógł powiedzieć, że ostatnia kolejka to dobry moment, by sprawdzić młodzież, ale jeszcze bardziej rzecz jasna zostanie uznany wówczas za pajaca. W teorii on naprawdę mógłby mieć taki plan – sprawdzić rezerwy – ale atmosfera wokół spotkania sprawia, że jeśli to zrobi, będzie kimś kto ręcznie majstruje przy tabeli ekstraklasy i sprzeniewierza się roli szkoleniowca. Jeśli chce więc zachować godność, musi wystawić optymalny skład, nawet jeśli początkowe plany miał inne. W przeciwnym razie nie pomoże nawet utylizacja wszystkich ubrań, by pozbyć się smrodu.

Czy juniorzy Zagłębia Lubin są w stanie pokonać Arkę? Hmm, wydaje się, że Arkę jest w stanie pokonać każdy, więc juniorzy Zagłębia również. Pewnie nie byliby faworytami, ale – raz jeszcze to napiszę – w każdy weekend w futbolu zdarza się sto większych sensacji. Problem w tym, że ci juniorzy mogą zostać potraktowani jak śmiecie: oni sami wyczuwają, że ich jedyną rolą jest wyjść na boisko i przegrać. Nie dostają więc szansy, nie mają niczego udowodnić, są zwykłym mięsem armatnim. Rzuca się ich na rzeź z nadzieją, że będzie faktycznie rzeź. Trudno o bardziej podłą zagrywkę wobec chłopaków, którzy mają swoje ambicje, marzenia, dla których Zagłębie mogło być czymś więcej niż miejscem pracy. Dodatkowo raz przetrącony kręgosłup może doskwierać przez lata – trudno byłoby mieć pretensje do tych młodych piłkarzy, gdyby wyrośli z nich handlarze punktami, prawda? Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Ale przecież mogą zagrać najlepsi, tak? A juniorzy – na ławkę! No, może i tak być. Tylko że najlepszym nie pozostawia się marginesu błędu. Jeśli uczciwie przegrają, co jest przecież możliwe, i tak zostaną uznani za sprzedawczyków. Mogą się obronić zwycięstwem, ale jak rozumiem byłoby to nie w smak sporej części publiczności – a nikt nie chce mieć publiczności przeciwko sobie. Zawodnicy są więc w położeniu beznadziejnym – mogą sobie napytać biedy, albo się zeszmacić (co wchodzi w krew, mimo starego polskiego powiedzonka „raz w dupę to nie pedał”).

Po najbliższej kolejce wszyscy więc będą brudni, w imię „przyjaźni” jakichś łebków z innymi łebkami, polegającej głównie na śpiewaniu w tym samym czasie o tych samych drużynach, że są „frędzelek”, ewentualnie w laniu się na tej samej łące po tej samej stronie. Oczywiście, zaraz może ktoś przestawić wajchę i „przyjaciele” nie będą już „przyjaciółmi”, bo zmiany we wszelkich ligowych koalicjach nie są niczym nowym.

Kibic, który żąda od swoich piłkarzy celowego przegrania meczu, w imię prywatnych kontaktów, jest zwykłym kupczykiem. Tylko brak talentu sprawił, że może ustawiać ligę raz do roku, a nie co tydzień, ale w głowie ma dokładnie to samo co ludzie, którym skrócono nazwiska do jednej litery.

źródło: (Krzysztof Stanowski/weszlo.com)


Nagonka zaczęła się na poważnie i na pewno się nie skończy.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 maja Śr 31, 04:37 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2007 lis Pt 30, 11:34
Posty: 1388
Cytuj:
Czy Piotr Stokowiec może wyjść z tej sytuacji z twarzą? O ile nie wygra, będzie mu bardzo trudno. Chodzą głosy, że miałby wystawić w ostatniej kolejce juniorów. Rzecz jasna będzie mógł powiedzieć, że ostatnia kolejka to dobry moment, by sprawdzić młodzież, ale jeszcze bardziej rzecz jasna zostanie uznany wówczas za pajaca. W teorii on naprawdę mógłby mieć taki plan – sprawdzić rezerwy – ale atmosfera wokół spotkania sprawia, że jeśli to zrobi, będzie kimś kto ręcznie majstruje przy tabeli ekstraklasy i sprzeniewierza się roli szkoleniowca. Jeśli chce więc zachować godność, musi wystawić optymalny skład, nawet jeśli początkowe plany miał inne. W przeciwnym razie nie pomoże nawet utylizacja wszystkich ubrań, by pozbyć się smrodu.


Ojojojoj... a jakiś dziennikarz może mówić trenerowi co ma robić, i to jest jego zdaniem OK :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 cze Pt 09, 09:10 
Offline

Dołączył(a): 2009 sie Pn 24, 20:11
Posty: 1338
Lokalizacja: miedziowo :)))
Obrazek

Hm, czemu są kluby, które dostają więcej od tych, które są wyżej w tabeli od nich?

_________________
radix99
mecze Zagłębia tu :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 cze Pt 09, 12:50 
Offline

Dołączył(a): 2004 cze Wt 08, 19:19
Posty: 1984
Zapewne rozchodzi się o ilość transmisji w tv itp

_________________
WYZNAWCY POLSKOŚCI


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 cze Pt 09, 19:58 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2005 cze Pn 27, 13:55
Posty: 4361
Lokalizacja: Lubin
http://www.90minut.pl/news/278/news2782 ... 16-17.html

_________________
"Jedno serce,jeden klub...ZAGŁĘBIE LUBIN..."


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 lip Śr 12, 12:59 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 cze Cz 03, 13:04
Posty: 5123
Lokalizacja: LUBIN
Cytuj:
KGHM Zagłębie Lubin przed startem nowego sezonu ekstraklasy wzmocniło się pięcioma piłkarzami. Potencjalną gwiazdą może być Adam Matuszczyk. "W perspektywie dwóch sezonów chcemy znowu zagrać w europejskich pucharach" – powiedział prezes klubu Robert Sadowski.
Po rozczarowaniu w poprzednim sezonie, a za takie uznano brak miejsca w pierwszej ósemce, przed nowymi rozgrywkami w klubie z Lubina postanowiono poważniej przewietrzyć szatnie. Zagłębie tak aktywne na rynku transferowym nie było już dawno – z zespołem z Dolnego Śląska pożegnało się pięciu piłkarzy i tylu samo pozyskano w ich miejsce.

Potencjalną gwiazdą, nie tylko drużyny trenera Piotra Stokowca, ale nawet całej ekstraklasy, może być Matuszczyk. Środkowy pomocnik na swoim koncie ma ponad sto występów w FC Koeln, 21 meczów w pierwszej reprezentacji, a debiut w polskiej ekstraklasie dopiero przed sobą, bo w piłkę uczył się grać w Niemczech. Ostatni sezon jednak Matuszczyk miał zupełnie nieudany i w barwach Eintrachtu Brunszwik wystąpił w zaledwie jednym spotkaniu.

Poza tym do Zagłębie dołączyli dobrze już znani z boisk ekstraklasy Bartłomiej Pawłowski (Lechia Gdańsk) i Jakub Świerczok (GKS Tychy, wcześniej m.in. Górnik Łęczna i Zawisza Bydgoszcz) oraz wyróżniający się na boiskach pierwszej ligi Alan Czerwiński (GKS Katowice) oraz Bartosz Kopacz (Górnik Zabrze).

Z zawodników, którzy pożegnali się z Lubinem, najpoważniejsze role odgrywali Łukasz Piątek (Bruk-Bet Termalica Nieciecza) i Serb Dorde Cotra (Śląsk Wrocław). Poza tym w barwach Zagłębia nie zagrają już Adrian Rakowski (Podbeskidzie Bielsko-Biała), Zbigniew Małkowski i Litwin Deimantas Petravicius.

Na papierze wygląda, że Zagłębie powinno być silniejsze. Trener Stokowiec w wywiadzie, który ukazał się na oficjalnej internetowej stronie klubu, nie ukrywał, że się cieszy z ruchów transferowych.

"Takie +odświeżenie+ podnosi poziom rywalizacji. Dla mnie to naturalna wymiana, niektórym kończą się kontrakty, niektórzy chcą skorzystać z innych propozycji niż te, które otrzymali od Zagłębia. Niektóre nasze transfery są perspektywiczne, od niektórych zawodników oczekujemy, że dadzą jakość od początku" – tłumaczył szkoleniowiec.

Prezes Zagłębia w rozmowie z PAP wypowiadał się w podobnym tonie. "Pozyskanie pięciu zawodników w tym oknie, to odpowiedź na zapotrzebowanie wzmocnienia rywalizacji na kilku pozycjach. Naszym zdaniem nowi piłkarze mają spory potencjał, który zostanie z nich wydobyty przez sztab trenerski. Sporo pracy przed nami, ale jesteśmy pozytywnie nastawieni" - przyznał szef klubu.

W Lubinie nie ukrywano, że w okresie przygotowawczym najważniejsze będzie zgrywanie zespołu i dlatego zaplanowano sześć sparingów. Wyniki nie napawają optymizmem, bo podopieczni trenera Stokowca wygrali tylko raz - z Cracovią 2:0, zanotowali trzy remisy: z Odrą Opole 1:1, Piastem Gliwice 1:1 i AEK Larnaka 0:0 oraz doznali dwóch porażek - z Pogonią Szczecin 1:2 i Hapoelem Beer Szewa 1:2.

W Lubinie marzą o powtórzeniu sukcesu sprzed roku, kiedy Zagłębie zajęło trzecie miejsce i później grało w europejskich pucharach. Sukces nie musi jednak koniecznie przyjść już w nadchodzących rozgrywkach.

"Chcemy w perspektywie dwóch sezonów wrócić do europejskich pucharów poprzez wysokie miejsce w lidze lub zdobycie Pucharu Polski" - podsumował Sadowski.

:arrow: KGHM Zagłębie Lubin: przewietrzona szatnia

_________________
www.forum-soccer.home.pl

www.mkszaglebie.pl
www.zaglebie.org
Obrazek

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 lip Śr 12, 15:08 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 kwi Wt 13, 20:16
Posty: 4811
Lokalizacja: Lubin
nie widzę powodu przez który dobrze poukładana drużyna (której nie będzie prześladował pech) nie mogłaby już w tym sezonie walczyć mimum o europejskie puchary.
ze sprzyjającym szczęściem można celowac i w mistrzostwo. sam trener po chwili zastanowienia odpowiedzial: "w zasadzie po co marnować czas". I taka jest prawda. do tego muszą dojrzeć również sami zawodnicy którzy od siebie samych jaki i wzajemnie powinni wymagać co raz więcej i więcej. kluczem do sukcesu będzie zaangażowanie na 110%

_________________
Milczenie jest złotem...
Obrazek
Zagłębie Lubin. To jest naprawdę ważne.
link ->zwrot kasy z giving assistant ->opis


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 sie Śr 09, 08:43 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 cze Cz 03, 13:04
Posty: 5123
Lokalizacja: LUBIN
Cytuj:
KGHM Zagłębie Lubin sezon zaczyna z takim samym przytupem jak przed rokiem.
Liderują w lidze, a teraz chcą też zaistnieć w Pucharze Polski. I nauczyć się na błędach z poprzedniego sezonu. Wtedy Zagłębie po czterech kolejkach również miało dziesięć punktów, a w tabeli miejsce tuż za Jagiellonią tylko z gorszym bilansem bramek. Później jednak Miedziowi dla odmiany nie potrafili wygrać czterech kolejnych spotkań i odpadli z Pucharu Polski z Bytovią Bytów. Teraz ma być inaczej. I to już od dzisiejszego pucharowego meczu z Jagą.
Jach na wylocie
– Coś takiego nie może nas spotkać dwa razy, teraz jesteśmy mądrzejsi – zapewnia Jarosław Jach. Tyle że przed rokiem właśnie po tym świetnym początku z drużyną rozstał się kluczowy stoper Maciej Dąbrowski. A teraz możliwa jest sprzedaż kluczowego stopera Jacha. – Za maksymalnie pół roku rzeczywiście chciałbym przenieść się za granicę, czyli nie upieram się, że to musi być już teraz, w sierpniu. Na razie jest tylko dużo szumu, ale nie mam żadnej konkretnej oferty – zapewnia Jach.
Zimą odrzucił bardzo dobrą pod względem finansowym ofertę z Rosji, bo uznał, że warto spokojnie przygotować się do młodzieżowych mistrzostw Europy i dopiero później ruszyć zdecydowanie na zachód. Plany pokrzyżowała mu także kontuzja, ale teraz nie ma już po niej śladu. Na wyobraźnię musi mu też działać fakt, że Jan Bednarek został sprzedany do Anglii za 6 mln euro, a to przecież jego kolega ze środka obrony polskiej młodzieżówki. – Nie mówię, że koniecznie chcę trafić na Wyspy. Biorę natomiast pod uwagę drużynę tylko z pięciu najmocniejszych ligi Europy – odważnie zapowiada.
Dołożyli atutów
– Nic w naszej pracy nie jest dziełem przypadku, w każdym razie ograniczamy go do minimum, bo wszystko powinno być zaplanowane. Po dobrym starcie wcale nie jesteśmy w euforii, bo droga na manowce - zapewnia trener Piotr Stokowiec. A jednak gołym okiem widać, że drużyna, która od końca czerwca nie musiała grać w europejskich pucharach (jak przed rokiem) teraz może mieć więcej sił i świeżości. Stąd rozbudzone nadzieje, że po jednym słabszym sezonie znowu będzie skuteczna walka o ligowe podium. W Lubinie jest się czym ekscytować także dlatego, że Zagłębie w ostatnich tygodniach potrafiło się kadrowo wzmocnić a nie osłabić, co w Polsce przecież nie jest regułą. Na ławce i trybunach nie brakuje zawodników „z nazwiskami”, a tymczasem „nowi” dają drużynie cenną jakość – Bartosz Kopacz dołożył atutów defensywie, Alan Czerwiński zdążył zaliczyć dwie efektowne asysty, a wchodzący z ławki Jakub Świerczok ma już trzy gole.
Równie istotna jest również zmiana systemu gry. Zagłębie grające trójką środkowych obrońców i dwoma wahadłowymi bocznymi to dla rywala wciąż zagadka. – Chcemy być nieprzewidywalni, bo rok temu każdy już nas rozpracował. A teraz dla przeciwników jest to trochę problem – przyznaje Stokowiec. – Nie ćwiczyliśmy tej nowej taktyki. W przerwie meczu ze Śląskiem trener zarządził zmianę ustawienia i od razu zaczęło działać. Mam wrażenie, że działa nawet coraz lepiej – mówi Jach, choć przecież musi sobie zdawać sprawę, że jego transfer ryzykownie uderzy w ten cały misterny plan.
LICZBY:
300 tys. euro zapłaciła przed rokiem Legia za Macieja Dąbrowskiego. Tyle wynosiła zapisana w kontrakcie kwota wykupu.

3 mln euro powinien zapłacić chętny na transfer Jarosława Jacha.




:arrow: Nowa wersja lidera ligi. Zagłębie wyciągnęło wnioski z błędów

_________________
www.forum-soccer.home.pl

www.mkszaglebie.pl
www.zaglebie.org
Obrazek

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 sie Pt 25, 11:12 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 cze Cz 03, 13:04
Posty: 5123
Lokalizacja: LUBIN
Słodzą Nam :P
Cytuj:
Wszystko działa jak w dobrze naoliwionej maszynie. Akademia piłkarska z coraz bardziej imponującą bazą wychowuje młodych piłkarzy, na których klub chce w przyszłości sporo zarabiać. A seniorska drużyna w tym sezonie jeszcze nie znalazła pogromcy i patrzy na wszystkich rywali ze szczytu ekstraklasowej tabeli.

Wraca przestroga
W Lubinie ostatnio sprawy mają się tak dobrze, że... może to trochę niepokoić, bo przecież świat idealny nie istnieje. W Zagłębiu doskonale o tym wiedzą, przerabiali to w poprzednim sezonie. Wtedy też efektownie rozpoczęli rozgrywki, na dodatek z dobrej strony pokazali się w eliminacjach Ligi Europy i właśnie do wrześniowej przerwy na reprezentację wyglądało to jeszcze w miarę nieźle, choć symptomy zadyszki były widoczne już w sierpniu. Potem zespół wpadł w dół, z którego na dobre nie wygrzebał się już do końca sezonu. Brak awansu do górnej ósemki był ciosem. Nikt aż tak czarnego scenariusza nie zakładał, więc zatrzęsła się posada Piotra Stokowca. Plan był taki, żeby poczekać do końca rozgrywek i wtedy zmienić trenera. Ale Stokowiec – choć przez moment było blisko nawet strefy spadkowej – sprawnie opanował kryzys. Podźwignął drużynę z tarapatów, co troszeczkę osłodziło rozczarowanie. Trener dostał kolejną szansę, zresztą kontrakt i tak ma ważny do czerwca 2018 roku. Tym razem nie miał na głowie pucharów i uczynił z tego dodatkowy atut. Starannie przygotował drużynę do rozgrywek.

Już piąty sezon
Reszty dokonał Robert Sadowski, który zajął się transferami. Na szefie klubu spoczęła dodatkowa odpowiedzialność, bo od stycznia – odkąd do pracy w PZPN przeniósł się Piotr Burlikowski – w Zagłębiu nie ma dyrektora sportowego (nowy będzie zatrudniony od września, jego nazwisko poznamy lada dzień). Z dodatkowymi zadaniami sobie poradził, bo już dzisiaj można ocenić, że transfery Zagłębia generalnie były trafione i obliczone na rozsądne inwestycje oraz konkretną wartość sportową. – Przecież nikt nie zabraniał innym klubom zatrudniać takich zawodników jak Alan Czerwiński czy Bartosz Kopacz – zwraca uwagę Stokowiec i trudno się z nim nie zgodzić. Mowa o piłkarzach z pierwszej ligi, którzy znakomicie wkomponowali się w lubiński system gry.

W tej chwili pozycja Stokowca jest bardzo mocna i jeśli utrzyma drużynę w ścisłej czołówce, to przedłużenie kontraktu na następne lata będzie oczywistością, a on sam może się stać człowiekiem jednoznacznie utożsamianym z lubińską receptą na piłkarski biznes. Przecież pracuje tam już piąty sezon.

:arrow: Lubińska szkoła futbolu. Zagłębie ma receptę na sukces

_________________
www.forum-soccer.home.pl

www.mkszaglebie.pl
www.zaglebie.org
Obrazek

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 sie Śr 30, 12:14 
Offline

Dołączył(a): 2004 sie So 21, 11:25
Posty: 343
Lokalizacja: Lubin
W przeciwieństwie do końcowej klasyfikacji sportowej Ekstraklasy, w rankingu finansowym KGHM Zagłębie Lubin znalazło się w górnej połowie stawki zajmując 6. miejsce. Tradycyjnie już Miedziowi otrzymali dobre noty za niski poziom zadłużenia oraz słabszą ocenę za niekorzystny wskaźnik dywersyfikacji przychodów. Pod tym względem sezon 2016/2017 nie przyniósł znaczących zmian w sytuacji finansowej Zagłębia.

Prognozowane przychody Zagłębia w minionym sezonie wyniosły 40 mln PLN (wzrost o 37,5% wobec poprzedniej edycji raportu). Pod względem wysokości przychodów klub z Lubina uplasował się na 5. miejscu w Ekstraklasie. Wzrost spowodowany był głównie większymi przychodami z tytułu praw mediowych. W sezonie 2016/2017 szacowane przychody Zagłębia wyniosły w tej kategorii 10,7 mln PLN. Z kolei aż 2,9 mln PLN pochodziło z występów lubinian w rozgrywkach Ligii Europy. To najwyższe wpływy mediowe w historii klubu.

Zagłębie może pochwalić się rekordowym w Ekstraklasie wzrostem wpływów z dnia meczu – w sezonie 2016/2017 wzrosły aż o 88%. Z tego tytułu klub osiągnął przychód na poziomie 1,6 mln PLN, podczas gdy za rok 2015 wyniósł 850 tys. PLN. Pomimo wysokiej dynamiki, udział wpływów z dnia meczu w sumarycznych przychodach z działalności podstawowej wyniósł 4,36%. Mniejsze znaczenie tej pozycji odnotowała jedynie Cracovia.

W segmencie sponsoringu i reklamy prognozowane przychody Zagłębia wyniosły 22 mln PLN, z czego istotna część dotyczy wpływów od akcjonariusza – KGHM Polska Miedź S.A. Wyższymi przychodami z tytułu sponsoringu ogółem pochwalić się mogła jedynie Legia, której wynik w tej kategorii szacowany jest na 25,3 mln PLN. W dalszym ciągu udział przychodów sponsoringowych w podstawowych przychodach operacyjnych Zagłębia okazał się najwyższy w Ekstraklasie i wyniósł aż 60%.

Działalność transferowa zamknęła się w przypadku lubinian ujemnym bilansem. Przychody Zagłębia z tytułu transferów wyniosły 3,3 mln PLN. Z kolei wydatki na zakup kart zawodniczych zamknęły się kwotą 7,3 mln PLN. Są to dla klubu rekordowe wyniki w dziewięcioletniej historii naszego raportu.

Wskaźnik dywersyfikacji przychodów Miedziowych odnotował zdecydowaną poprawę wobec 2015 r. i wyniósł 0,38 (rok wcześniej: 0,70). Niemniej jednak to dopiero 13. Wynik w lidze – słabszym zróżnicowaniem przychodów legitymują się jedynie Piast i Górnik.

W porównaniu z ubiegłoroczną edycją raportu, prognozowane koszty działalności operacyjnej Zagłębia wzrosły o 7,6 mln PLN i wyniosły 38,7 mln PLN. Szacowane koszty wynagrodzeń Miedziowych zamknęły się kwotą 16,3 mln PLN, z czego wynagrodzenia zawodników to koszt rzędu 12,1 mln PLN. Wzrost płac oraz gorsza pozycja w rozgrywkach spowodowały wzrost kosztów wynagrodzeń w przeliczeniu na każdy zdobyty punkt do poziomu 205 tys. PLN (rok wcześniej: 125 tys. PLN).

Prognozowana strata netto Zagłębia wyniosła 1,3 mln PLN i okazała się niższa o 55% od straty z 2015 r. Łączna wartość zobowiązań miedziowych na 31 grudnia 2016 r. wynosiła 27,6 mln PLN, z czego 18 mln to dług wobec jednostek powiązanych (Zagłębie należy do grupy kapitałowej KGHM Polska Miedź S.A.). 36% zobowiązań klubu z Lubina (9,6 mln PLN) zaliczane jest do zobowiązań krótkoterminowych. W kasie Zagłębia na koniec 2016 r. znajdowało się 10,1 mln PLN, dzięki czemu klub odnotował najwyższy w Ekstraklasie wskaźnik płynności szybkiej na poziomie 1,01, nieznacznie wyprzedzając Jagiellonię.
Zaliczany do rankingu finansowego wskaźnik płynności bieżącej w przypadku Zagłębia wyniósł 1,20, co jest piątym wynikiem w stawce. Wyższy wskaźnik posiadają Jagiellonia, Cracovia, Arka i Legia.

Wskaźnik zadłużenia lubinian, mierzony udziałem kapitału obcego w kapitale całkowitym, pogorszył się w porównaniu z 2015 r. i wyniósł 0,40. Jednak na tym polu lepsza okazała się tylko Cracovia. KGHM Zagłębie Lubin utrzymało się w czołówce rankingu finansowego, choć straciło punkty w kategorii płynności i zadłużenia. Poprawa wskaźnika dywersyfikacji jest wynikiem większych przychodów z tytułu praw mediowych. Miedziowi są stabilnym klubem, który kilka lat temu postawił na rozwój akademii, dzięki czemu w przyszłości klub może uniezależnić się od finansowego wsparcia właściciela oraz poprawić zróżnicowanie przychodów. Przemyślana strategia zarządzania przynosi efekty – prognozowany wynik finansowy Zagłębia jest najlepszy od 2011 r.

Ekstraklasa piłkarskiego biznesu 2017


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 wrz Wt 19, 10:38 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 cze Cz 03, 13:04
Posty: 5123
Lokalizacja: LUBIN
To jest opowieść o....Zagłębiu..

Cytuj:
Zastanawialiście się kiedyś, jak się zostaje działaczem piłkarskim? To pierwsze pytanie do Jerzego Kozińskiego, działacza, który z bliska przyglądał się siermiężnym latom 80. i 90. w naszej piłce, który widział tyle, że gdyby zdecydował się spisać wspomnienia, to kręcilibyśmy głową z niedowierzaniem. Wyobraźcie sobie trenera, który zabiera trofeum za wygranie Pucharu Polski do domu i nie chce go oddać, piłkarza pogrążonego już w takim nałogu, że inni chcą go powstrzymać przykuwając do kaloryfera czy działacza, któremu nie spodobały się okrzyki kibiców, więc kazał wszystkich przesadzić na drugą stronę stadionu. Opowieść o tym, jak jeszcze niedawno wyglądał nasz futbol.

* Jak Zagłębie Lubin zdobyło pierwsze mistrzostwo Polski i co wśród vipów robiła „Ścinawa”?

* Który reprezentant Polski za transfer zażyczył sobie poloneza, choć nie miał prawa jazdy?

* Jak piłkarze Miedzi Legnica wyrzucili z klubu trenera-zamordystę?

ŁUKASZ OLKOWICZ: Jak się zostaje działaczem?

JERZY KOZIŃSKI*: Potrzebna jest wiedza z piłki. Przegląd Sportowy zacząłem czytać jako 10-latek, co pomagało przy zakładach z kolegami. Wybierali ze Skarbu Kibica dziesięciu zawodników, a ja miałem dopasować ich do klubów. Jeśli pomyliłem się choć raz, dostawali 10 złotych.

JADWIGA KOZIŃSKA (żona): Kluby? Ty wymieniałeś ich wagę, wzrost i datę urodzenia jeszcze. Pamiętam, jak na koloniach brylowałeś.

Ale chyba wtedy nie myślał pan o tym, żeby zostać działaczem.

No nie. W liceum grałem w każdej drużynie reprezentacji szkoły – w piłkę ręczną czy koszykówkę.

Taki zdolny?

Nie, ale w szkole uczyło się niewielu chłopaków, więc łatwiej było się dostać. W liceum zacząłem też karierę działacza. Miałem 18 lat, nauczyciel wuefu zaproponował, żebym został kierownikiem żeńskiej drużyny siatkarskiej, Ikar Legnica. Jeździłem na mecze, załatwiałem to, co załatwia kierownik.

Pracę zaczął pan jednak w legnickim kuratorium.

Jako starszy wizytator, ale byłem tam najmłodszy. Wysyłali mnie do najbardziej odległych szkół, bo kogo mieli posłać? Przecież nie starszą panią rok przed emeryturą. Człowiek tłukł się autobusem, pies go podgryzł po drodze. Oceniałem realizację programu dydaktycznego. Wieś zabita dechami, szkoła w starym, poniemieckim budynku i toaleta na podwórku. Co ja im mogłem radzić? Nie udawałem wielkiego urzędnika, tylko kolegę, który próbuje pomóc. Siadaliśmy z dyrektorami, oni chcieli być gościnni i stawiali wódkę. Nie pisałem we wnioskach powizytacyjnych, żeby zrobili toaletę w budynku, bo wiedziałem, że i tak nic z tego nie będzie.

Dlatego chciał pan odejść?

Praca w oświacie mnie nudziła. Siedziałem też za biurkiem, przygotowywałem jakieś zestawienia. Odpowiadałem za dystrybucję podręczników. Problem zrobił się w roku, gdy w całym kraju wydrukowano ich o połowę za mało. Przyjeżdżali dyrektorzy, pytali, gdzie można dokupić resztę. Ale przecież one się nie rozmnożą. Nie można było oficjalnie mówić, że jest ich za mało, dlatego się nie odzywałem. W tamtych czasach jeśli wynajdowałeś trudności, to znaczyło, że się nie nadajesz. A skoro się nie nadajesz, to możesz zrezygnować.

W końcu pan zrezygnował. Jak pan trafił do Zagłębia Lubin?

Znałem w nim najważniejsze osoby, często zaskakiwałem ich wiedzą. Pamiętam wspólny wypad na działkę, na którym był też prezes Zagłębia. Myśmy się tak napili, że nawet nie pamiętam, kto z kim i o czym rozmawiał. Ale po powrocie dostałem propozycję pracy jako dyrektor ds. obiektów sportowych.

Był rok 1986. Zagłębie grało pierwszy sezon w ekstraklasie.

Na awansie zależało towarzyszom z Komitetu Wojewódzkiego. Wytworzyło się zapotrzebowanie polityczne, społeczne.

Żeby awansować dla kogo?

Dla górników! Po to zapieprzają na dole jak krety, żeby pójść w sobotę na mecz, odstresować się i cieszyć ze zwycięstwa swojej drużyny. Zagłębie grało na małym stadionie, mieścił trzy tysiące. Aż dziw, że PZPN dopuścił go do rozgrywek. Ale zaczęła się budowa nowego obiektu. Z wyglądu przypominał Stadion Dziesięciolecia, oficjalnie nazywał się „Stadionem 40-lecia Powrotu Ziem Zachodnich i Północnych do Macierzy”. Budowany na wałach ziemnych, już w momencie oddawania nie był nowoczesny. Na jednej z narad o tym powiedziałem. Skarcili mnie. – Jurek, gdzie ty się wpier…sz? Zobacz, jaki duży. A co myśmy wcześniej mieli, kurnik?

Po co 70-tysięcznemu Lubinowi stadion z 35 tysiącami miejsc?

Jak to, po co? Jak budować, to duży. Wtedy był entuzjazm w narodzie. Na naradę w Komitecie Wojewódzkim wezwano dyrektorów wszystkich najważniejszych zakładów i rozdzielano bilety w ramach akcji socjalnej.

– Towarzyszu, dostaniecie dla swojej załogi tysiąc wejściówek, a kibiców dowieziemy autokarem.

Stadion zapełnił się trzy razy, na inaugurację z Pogonią Szczecin i meczach reprezentacji z ZSRR i NRD.

Po trzech sezonach Zagłębie spadło z ekstraklasy.

W PZPN byliśmy traktowani jako ubogi krewny, z którym nie ma co się liczyć. Bo daleko, prawie wieś. Legia, kluby ze Śląska czy Łodzi – oni mieli otwarte drzwi w centrali. Dlatego w Zagłębiu zatrudniono Alka Jarguza, został dyrektorem ds. piłki nożnej. W klubie wiązano z nim duże nadzieje. Były sędzia, gwizdał na mistrzostwach świata. Przychodził jako gwiazda, żeby pomóc klubowi zaistnieć na salonach.

I miał dobry kontakt z sędziami.

Bardzo dobry. Tylko dlaczego spadliśmy? To byli ludzie, którym nie można ufać, bo sprzedali cię trzy razy.

Jarguz się nie sprawdził?

No nie tak to miało wyglądać. Ale wspominam go z sentymentem. Kiedyś sfrustrowani kibice zaczęli krzyczeć na meczu: „Jarguz, do domu!”. Wkurzył się. Następnego dnia przyszedł z dyrektorem kopalni „Rudna”. Ja wtedy zajmowałem się jeszcze obiektami.

– Słuchaj, ten Klub Kibica trzeba wypieprzyć na drugą stronę. Ich miejsce zajmą górnicy z Rudnej.

– Ale jak?

– Bierz się za wyrabianie legitymacji wolnego wstępu dla nich. Ludzie, jak muszą zapłacić, to nie przyjdą. A jak dostaną darmowe bilety i dobre miejsca, to się zdecydują.

Wymieniliście Klub Kibica?

Tak, ale na meczu doszło do przepychanek. Stary Klub Kibica nie chciał wpuścić tych nowych, w końcu pomogli porządkowi. Ale dopingu już nie było żadnego. Starzy się obrazili, nowi patrzyli, jak w telewizor. Dobrze, że wiedzieli, w których nasi. Zupełnie to nie wypaliło. Nauczyłem się wtedy jednego. Można wymienić zarząd, prezesa, trenera, piłkarzy, ale kibica się nie wymieni. Albo gra się przy pustych trybunach i bez widowiska, albo próbuje ułożyć się z nimi. Jak to trudne, doskonale wie każdy, kto był prezesem.

Powoli piął się pan w działaczowskiej hierarchii.

Wchodziłem do piłki pełen idei, ale widziałem, co się wokół dzieje. Nie byłem ślepy. Pamiętam mecz z Górnikiem Wałbrzych, potrzebowaliśmy zwycięstwa, żeby się utrzymać. PZPN przysłał specjalną komisję, incognito, żeby obserwowali, czy mecz toczy się w duchu fair-play. Jarguz zaraz się o tym dowiedział, ustalił ich nazwiska. Zwrócił się do mnie: – Jurek, zaopiekujesz się jednym z nich. Weź go od razu do swojego gabinetu, nalej mu szklankę wódki. Jak to wypije, to zaśnie, a my po meczu powiemy mu, co trzeba.

Nalał pan?

No skąd. Nie jestem barmanem. Ale takie to były prymitywne metody. Tamten mecz wygraliśmy, ale zrobiło się o nim głośno. Komisja orzekła, że był ustawiony.

Pewnie jak wiele innych.

Pamiętam też zamieszania na jaskółce.

Jaskółce, czyli wieży na starym stadionie, jego charakterystycznym elemencie.

Wjeżdżało się tam windą na szóste piętro. To było miejsce dla prominentów z Komitetu Wojewódzkiego. Ale widok nie powalał. Żeby zobaczyć, co się dzieje przy linii bocznej, trzeba było się wychylać.

Dlaczego pan mówi o jaskółce?

Jako dyrektor mogłem tam wchodzić, siadać obok notabli. Jadę windą, a na górze przed drzwiami awanturuje się prostytutka, znana w klubie, bo była dla sędziów. Ksywę miała „Ścinawa”, bo stamtąd pochodziła. Przyjechali goście z Warszawy, a ona krzyczy, że nie chcą jej wpuścić. Szef wziął mnie na bok.

– Wygoń ją, przecież widzisz, że jest pijana.

Ona to usłyszała, pchnęła porządkowego: – Tak mnie traktujecie? Tylu sędziów obsłużyłam, a teraz won?! Ścinawa niedobra?!

W końcu żona Laguny, bohatera „Piłkarskiego pokera”, nazywała się „Łapówka”.

W jednym z budynków kombinatu było parę ekskluzywnych pokojów, gdzie gościło się sędziów. Nazywaliśmy je premierówką. Oni jedli kolację, przywiezioną z restauracji NOT-u, pili alkohol, no i były dziewczyny, jeśli sobie życzyli. Tym wszystkim zawiadował kierownik drużyny. Czasem wpadł prezes, pogadał z sędziami. Oni powtarzali, że nic nie obiecują, ale mogą zapewnić bezstronność. To już dużo. Ale wielu dostawało pieniądze, przeważnie od kierowników. Mieli to przypisane do obowiązków. Kiedyś jednak wezwał mnie szef, że wyrzucamy naszego. – Wyobraź sobie, że dupczy dziewczyny, co są dla sędziów. On był taki rozrywkowy, że jak sędziowie odmawiali, to korzystał. I tak zapłacone, myślał sobie.

Jak Zagłębie odnalazło się po spadku? Po awansie euforia, a co było potem?

Zwołano zarząd i postanowiono, że Jarguz musi odejść. Efekty jego pracy były wielkim rozczarowaniem. Zapytali Alka na pożegnanie, kto powinien przyjść za niego. Wskazał na mnie, co mu pamiętałem. Nie kryłem, że sami prosiliśmy się o spadek. Nadymaliśmy się, jacy to jesteśmy mocni i czego nie możemy, zamiast po cichu się rozwijać.

Liga was skarciła?

Nie wierzę w to. Nie było tak, że siedziało pięciu prezesów i ustalało, kogo spuszczamy z ligi.

A spółdzielnie?

Można ustawić jedną kolejkę, dwie, ale nie pięć. Tyle się nie da. Liga jest dynamiczna, sytuacja się zmienia. Pamiętam późniejszy mecz Ślaska z Widzewem, grali na Oporowskiej. Obu drużynom potrzebny był remis do utrzymania. Z PZPN przyjechał mój kolega, Heniu Apostel, przyglądać się, czy jest po sportowemu. Prezesi Śląska poprosili, żebym z nim pogadał, bo będą grać na remis. A wie pan, jak się gra na 0:0?

Że pewnie nie zbliża się do bramki przeciwnika.

Nawet za połowę się nie wychodzi. Heniu się zdenerwował:

– Jurek, no przecież żarty sobie robią.

– Jakie żarty? Czy ty nigdy nie ustawiałeś drużyny na remis? Nie mówiłeś, że murujemy bramkę, bo potrzeba punktu? Może to nieładnie wygląda, ale takie są cele obu drużyn. Ja tu nie widzę żadnego szwindlu.

Skończyło się 0:o. Heniu nie napisał żadnego raportu i uznano ten wynik.

Z kolei Zagłębie było poza pierwszą ligą tylko sezon.

Sezon był bardzo udany. Za zwycięstwo różnicą trzech bramek przyznawano wtedy trzy punkty, za skromniejsze – dwa. Tych trzech punktów pozgarnialiśmy bardzo dużo. Drużynę tworzyła grupa solidnych zawodników, jeszcze niewygranych – Zejer, Szewczyk, Godlewski, Chwaliszewski, Kujawa, Koszarski. Wysłali mnie w Polskę, przywiozłem Kudybę, Górę, Wójcika z Wałbrzycha. Ze Śląska przyszedł Darek Marciniak.

Uważany za ogromny talent, ale przegrywający z alkoholem.

To postać tragiczna. We Wrocławiu został odsunięty w niebyt, nie mogli sobie z nim poradzić. Tak jak wcześniej w Widzewie. Oddali go do Śląska, bo myśleli, że w wojsku go złapią. Nie złapali. Kierownik Śląska opowiadał, że choć go pilnowali, to zawsze nie wiadomo skąd wyciągnął gorzałę i się napił. Kiedyś pojechali na mecz z Widzewem. Wieczorem kierownik posprawdzał pokoje, wszyscy w łóżkach. Wstał rano, jakaś szósta była. Wyszedł przed hotel, ktoś się zataczał. To Darek wracał z imprezy. Kierownik wrzucił go do wanny, oblewając na przemian gorącą i zimną wodą. On się nic nie odzywał, wypił jeszcze kawę. Nie nadawał się do gry, usiadł na ławce. Ale trener w końcu go wpuścił. Darek czaił się przy linii, dostał podanie od bramkarza i strzelił gola.

Po co braliście Marciniaka, skoro wiedzieliście, że to oznacza kłopoty?

Pracował u nas były wojewoda, Halamski. Słynął z twardej ręki. Bardzo twardej. Nawet Wadim Rogowskoj, który przyjechał do nas grać z ZSRR, gdzie poznał surowy chów, był zaskoczony, że można być tak ostrym. Halamski miał wpłynąć na Darka. Pojechał do generałów rządzących w Śląsku dogadywać transfer, a mi pozostawił sprawy techniczne. Spisujemy umowę z moim odpowiednikiem ze Śląska, pułkownikiem, który mnie poprawia. – Hola, to nie wszystko. Pana szefowie obiecali jeszcze, że KGHM kupi autobus ze sprzętem medycznym dla jednostki wojskowej na poligon. Ten transfer kosztował nas bardzo dużo.

Marciniak w ekstraklasie dla Zagłębia zagrał 39 razy. Strzelił osiem goli.

Na początku dobrze to wyglądało, trener Stasiu Świerk był zadowolony. Ale zrobiło się tak, że Marciniak strzelał w sobotę, a następnego dnia szedł w długą. W poniedziałek go nie było na odnowie, we wtorek też, a odnajdywał się w środę. W końcu Stasiu się wkurzył i powiedział, że nie będzie go wystawiać. Nasi kibice krzyczeli: Marciniak na boisko! Stasiu się odwrócił: – Ja pijaka nie będę wystawiać. A oni do niego: – On lepszy pijany, niż ci wszyscy trzeźwi.

W końcu go wpuszczał, on trafiał, wszyscy wiwatowali i znowu znikał. Wezwał mnie raz Halemski, żebym jechał go szukać. – Ponoć jest w Polkowicach, ma tam starą babę i mieszka z nią.

Wziąłem Stasia, naszego kierowcę. Jedziemy pod wskazany adres, otwiera nam chłopak, na oko 12-letni. – Mamy nie ma. Darka też, pewnie jest w piwiarni.

Pojechaliście?

Miałem go przywieźć z powrotem. Wchodzimy. Pełno dymu, gwar jak w ulu i wielu piwoszy. Przy jednym ze stolików bryluje Darek. – Bo wiecie, wziąłem jednego, przerzuciłem nad nim piłkę i jak frędzelek…em. Gol! Piwosze słuchają w skupieniu, trąciłem go w plecy, że wracamy. Podnieśli się tamci. – Czego chcesz? On jest z nami, odpier..ol się.

Ale Darek już wiedział, że musi z nami iść. Zawieźliśmy go do Lubina, przyszedł zastępca dyrektora. Rzucił pomysł, by przykuć go do kaloryfera.

Posłuchał pan?

To byłoby pastwienie się nad chorym człowiekiem. Darek był bezradny. Chyba każdy alkoholik w pewnym momencie staje się bezbronny wobec nałogu, przeraża go otoczenie. Zawieźliśmy go do szpitala, dostał kroplówkę i trochę się odbudował. Świerk miał dość, narzekał, że przez niego posiwiał. Tłumaczyłem mu, że jak ma bardzo dobrego zawodnika, ale z kontuzją nogi, to go odstawia. No chyba, że tamten sam zgłosi gotowość do gry. Podobnie powinien traktować Darka. Jako chorego, ale gdy tylko okaże przebłyski zdrowia, niech go wystawia. W końcu po Marciniaka przyjechał menedżer z belgijskiego Sint-Truidense. Zapłacili jakieś niewielkie pieniądze, to ich po rękach niemal całowali. Darek wpadł do Lubina po pół roku. Uśmiechnięty, chwalił się, że dobrze mu idzie i strzela gole. Ale choroba się pogłębiała. Zmarł w wieku 36 lat.

Które z negocjacji transferowych były dla pana najtrudniejsze?

Dziwne były w Łodzi, gdzie pojechałem po trzech piłkarzy ŁKS. KGHM nie zamierzało żałować pieniędzy. Ale z tych naszych celów, to Piotr Soczyński powiedział, że ma już klub w Turcji, a Jacek Ziober wyjeżdżał do Francji. Jedynie Jarek Bako był w zasięgu Zagłębia, z tym że akurat w bramce mieliśmy świetnego Krzyśka Koszarskiego. Zadzwoniłem do prezesa, co robić. – Jak już tam jesteś, to kup chociaż Bakę. W końcu to reprezentant.

Dla Jarka najważniejszym okazało się, żebyśmy kupili mu poloneza. To był jego warunek. Dla nas nie stanowiło to problemu, kluby się porozumiały. Jarek stawił się w Lubinie, pojechaliśmy na giełdę samochodową. Wybrał auto, miało ceglasty kolor. – To jedź, już zapłacone – mówimy. – Ale ja… nie mam prawa jazdy. W końcu nawet nie wiem, czy sobie w ogóle zrobił.

Po dwóch sezonach odszedł do Besiktasu Stambuł.

Miał niepodważalne miejsce w składzie, ale raz Świerk był z niego niezadowolony. Przed meczem zapowiedział mu, że będzie bronić Koszarski. Jarek się wściekł i… poszedł na jaskółkę. Gdy rywale strzelili, to poderwał się i zaczął klaskać. Zawzięty typ. Na meczach, jak już grał, to tak się koncentrował, że nie widział nikogo wokół.

Wspominał pan o Świerku, wybranym najlepszym trenerem na 70-lecie Zagłębia. Piłkarze go uwielbiali. Jaki był?

Uwielbiała go zdecydowana większość, ale byli tacy, co nie patrzyli na niego przychylnie, jak Piotr Tyszkiewicz. Zaczęło się od ogniska. Piłkarze mieli się przedstawić, opowiedzieć o sobie. Zaczął Grzesiek Pyc. – Czym się interesujesz? – Piwem, kobietami. Następny Janek Kudyba. – Tylko piłka. Po nim Jarek Góra. – Piłka i nic poza tym. To się podobało trenerowi. Wyszedł Piotrek Tyszkiewicz i mówi, że ma rozległe zainteresowanie, lubi literaturę, czyta „Politykę”. – Kur…a, z ciebie piłkarza nie będzie – Stasiu machnął ręką i go skasował. A gdy Romek Kujawa jako junior zaczął trenować z pierwszym zespołem, to wezwał go z ojcem na rozmowę. – Od jutra żadna szkoła. Tylko treningi.

I tak było. Romek zaocznie skończył studia trenerskie, dziś jest radnym w Lubinie. Pozytywna osoba.

Zostaliście wicemistrzami Polski, w kolejnym sezonie drużyna była znów w czołówce, gdy prezesi zdecydowali się na zaskakujący ruch. Zwolnienie Świerka o mały włos nie skończyło się buntem drużyny.

Do przerwy zimowej zostały cztery kolejki, gdy przyszedł nowy szef KGHM. Wezwał mnie i oznajmił, że zwalnia Świerka. – To prymityw, zero inteligencji, nawet wysłowić się nie umie. Nie może pracować w tak poważnym klubie – wyzłośliwiał się.

Każdemu trenerowi można coś zarzucić. Argumentów na jego obronę było wiele, bo przecież drużyna zajmowała drugie miejsca, a piłkarze byli wpatrzeni w niego jak w obrazek. – Co mi pan tu opowiada?! Nie zechcą grać? To juniorzy wyjdą – wrzeszczał prezes.

Mieli już przygotowanego kandydata, Mariana Putyrę. Młodego trenera, którzy pokazał się w pracy z juniorami Zagłębia.

Zakomunikowali zmianę Stasiowi. Przyjął to spokojnie: „Pies was jeb…ł”. Spakował się i wrócił do domu. Zawodnicy byli zdruzgotani. Wszyscy wsiedli w samochody i pojechali do niego. Twardo zapowiadali, że jeśli go nie przywrócą, to oni nie zagrają. – Chłopcy, przestańcie. Jesteście przed wielką szansą, możecie coś osiągnąć. Pozawieszają was, zrobi się bałagan, wszystko to pieprznie. Ja sobie poradzę – Stasio wykazał się ogromną dojrzałością. Mógł przecież krzyczeć, a oni by go posłuchali: – Dobra, wojna!

Buntu nie było, a Zagłębie na kolejkę przed końcem zapewniło sobie mistrzostwo Polski.

Ktoś mówi, że Putyra w tym nie przeszkodził. Nie przyjmuję do wiadomości, że to Świerk zdobył tytuł, a jego następca się dołączył. Stasio zostawił drużynę na drugim miejscu, a Marian wygrał mistrzostwo. Nie miał łatwo. Musiał dogadać się ze starszymi zawodnikami, z niektórymi przejść na ty, napić się wódki.

Zwolniono Świerka, a pół roku po nim pracę stracił pan. Za co?

Ponoć dlatego, że chodziłem na zewnątrz i chwaliłem się, że mistrzostwo to moja zasługa, a w klubie nikt nie zna się na piłce. Owszem, nie umniejszałem swojej roli, nie dam sobie powiedzieć, że nic nie znaczyłem, ale mistrzostwo było też choćby zasługą prezesa Zagłębia, który nam zaufał i pozwolił pracować. Komuś jednak się nie spodobałem, podpieprzył mnie do szefa KGHM, który mnie z jakichś powodów nie lubił. Poszedłem do prezesa Zagłębia. – Likwidujemy funkcję dyrektora ds. piłki nożnej. Nie zaproponuję panu kierownika sekcji, ma pan wyższe aspiracje. Wiem, że w Miedzi szukają dyrektora klubu, organizują konkurs.

Podziękowałem i zgłosiłem się na konkurs. W tym samym sezonie Miedź wygrała Puchar Polski.

Po którym trzeba było gasić pożar. Tym razem piłkarze nie bronili trenera, a kategorycznie oświadczyli, że nie chcą więcej pracować z Jerzym Fiutowskim. Trenerem, który doprowadził ich do historycznego sukcesu.

Był zamordystą, którego nie lubili. Przesadził, gdy wracali z dalekiego wyjazdu, a im zachciało się sikać. Nie pozwolił zatrzymać autokaru, sikali do butelek. Krzyśkowi Wojtkowskiemu zrobiło się niedobrze, coś mu zaszkodziło i chciał wymiotować. – Jak pijesz wodę z kranu, to teraz będziesz rzygać – Jurek pozostał obojętny. I chłopak zwymiotował w środku. Do Legnicy wrócili około północy. Czterech czy pięciu piłkarzy z rady drużyny od razu pojechało do domu prezesa Hołówki, wylali wszystkie żale.

I napisali petycję w sprawie zwolnienia Fiutowskiego, którą można przeczytać w biografii jednego z nich, Wojciecha Górskiego. Jej fragment: „W związku z licznymi incydentami na linii trener-zawodnicy, które trwały przez dłuższy okres czasu, a w ostatnim okresie przybrały drastyczne formy, nie widzimy możliwości dalszej współpracy z trenerem”.

Nie mogliśmy pozwolić, żeby zachowywał się jak jakiś poganiacz mułów i traktował piłkarzy po chamsku. Jurek rano przyjechał na trening. Poinformowaliśmy go, że zawodnicy złożyli skargę. Wypalił jak z armaty: – To dawać ich tu kur…a po kolei, każdego rozliczymy.

Powiedziałem, że nie akceptujemy jego zachowania i musi odejść. – Sukcesy sukcesami, ale pamiętaj, że nie tylko ty wygrywałeś, ale też zawodnicy.

On uważał, że to głównie jego zasługa, a piłkarze to cienkie bolki. Daliśmy mu wypowiedzenie. I tak się skończyła historia Fiutowskiego w Miedzi.

No nie do końca, bo… proszę wybaczyć ten uśmiech… Ale trener zabrał trofeum za wygranie Pucharu Polski i nie chciał oddać. Prezes wysyłał pismo z prośbą o zwrot, groził, że powiadomi policję.

Wygranie takiego trofeum stało się w Legnicy ogromnym wydarzeniem. Naszą chlubą, którą po roku musieliśmy oddać kolejnemu zwycięzcy, bo taki był regulamin. Do klubu przychodzili kibice robić sobie zdjęcia, fotografowała się też księgowa, sekretarki. Jurek zapytał, czy może wziąć puchar do domu, żeby pokazać żonie i znajomym. No to się zgodziliśmy. Ale puchar długo nie wracał, a jak go zwolniliśmy, to zrobił się problem. Poprosiłem Ryśka Bożyczko, wcześniejszego kierownika, a później trener Miedzi, żeby pojechał go odebrać. Też mieszkał w Lubinie. Wrócił zniesmaczony. – Wygonił mnie z domu! Krzyczał, żebym frędzelek…ł, bo go nie odda. W końcu Zenek Hołówko wysłał mu pismo, że może mieć kłopoty z organami ścigania. I puchar wrócił do nas.

Mieliście już jedną nagrodę, a drugą były mecze z AS Monaco w Pucharze Zdobywców Pucharów.

I zaraz zrobił się problem.

Kolejny?

Miedź to była bida z nędzą. Urzędowaliśmy w takim baraku, że gdy przychodziłem do domu, to żona prosił, bym zostawił ubranie na zewnątrz, bo śmierdzi stęchlizną. Za zdobycie pucharu z PZPN nie dostawało się nic, nie mieliśmy sponsora. Głowiliśmy się, skąd weźmiemy pieniądze na samolot. Ktoś rzucił pomysł, żeby jechać autokarem. Ale to trzy dni. Uratowali nas Francuzi.

Zasponsorowali wam wyjazd?

Żeby pan wiedział.

Jakim cudem?

Pierwszy mecz mieliśmy grać u nich, ale im zależało, by wtedy przyjechać do Polski. Wyjątkowe szczęście, bez tego nie wiem, co by było. Zgodziliśmy się pod warunkiem, że opłacą nam przelot, pobyt, no i dorzucą trochę sprzętu. Nie zaakceptowali jedynie na 50 osób w naszej ekipie.

Ile poleciało?

45. Zenek Hołówko zaprosił prezydenta Legnicy, komendanta policji, dyrektorów największych zakładów w mieście, by później było lepiej.

Ale najpierw Francuzi odwiedzili Polskę. Przyjechali najmocniejszym składem z Ettorim, Thuramem, Djorkaeffem i Klinsmannem. Prowadził ich Arsene Wenger.

Zagraliśmy na stadionie Zagłębia, bo nasz się nie nadawał. Szkoda, bo do Lubina pojechało niewielu kibiców z Legnicy, a miejscowi nie przyszli. Modliłem się, żeby nie skończyło się 0:8, zwłaszcza, gdy straciliśmy gola w 3. minucie. Ale Monaco już więcej nie trafiało. W przeddzień rewanżu zaprosili nas do kasyna. Właściciel polował w Polsce i miał sentyment do naszego kraju. Rysio Bożyczko pracował w Sunsecie i załatwił wszystkim garnitury. Kolorowe, modne wtedy – od fioletu do zieleni. Wstydu nie było, tak jak na boisku, bo zremisowaliśmy 0:0. Odpadliśmy z klasą. Trochę mieliśmy cykora, nie powiem, bo dwa dni wcześniej Widzew oberwał od Eintrachtu 0:9.

Był pan już wtedy w zarządzie PZPN, w sumie przez 17 lat. Pracował pan z trzema prezesami – z Kazimierzem Górskim, dwie kadencje z Marianem Dziurowiczem i tyle samo z Michałem Listkiewiczem. Który z nich był najlepszy?

Pan Kazimierz to była wielka osobowość, ale lepszy trener niż działacz. Dziurowicz miał może kontrowersyjne metody, ale to był człowiek przedkładający dobro PZPN nad swoje. Tylko PR miał fatalny. Pan wie, czym się różni szczur od chomika?

Nie.

Chomik ma lepszy PR. Michał Listkiewicz odwrotnie, o wizerunek dbał i chciał wszystkie sprawy załatwiać bezkonfliktowo. A tak się nie da. Dziurowicz, jak nie było konfliktu, to go wywoływał. Przypomina mi się historyjka o podleglości. Kiedyś podpadł mu generał Karus z Krakowa. Był wiceprezesem, on go tak wyzwał w kilkuosobowym gronie, że ja bym szeregowca tak nie potraktował. Wygonił go za drzwi. Generał miał prawo się obrazić. Zaczepiłem Dziurowicza. – Marian, nie możesz go tak traktować, to w końcu generał. Ochłoniesz i zmienisz zdanie.

– Nie!

Nie ustąpił, a Karus ujął się honorem i złożył rezygnację.

Pana kariera działacza się rozwijała, dwa razy był pan prezesem Zagłębia. Pierwsza kadencja trwała tylko dziesięć miesięcy, a drużyna spadła z ekstraklasy.

Stop, stop. Po mnie przyszedł inny prezes, pracowało dwóch trenerów, więc dlaczego w kontekście spadku mówi się tylko o Kozińskim. Inni mogli coś zmienić. Jak w 2002 roku objąłem nową funkcję, to przyjechał do mnie sędzia M. Zaproponował, że może wszystko tak poustawiać, że będziemy mieli spokój z nim i jego kolegami. Odrzuciłem jego ofertę. Powiedziałem, że jestem członkiem prezydium PZPN i nie będę im płacić, a jak będą źle gwizdać, to zadzwonię do prezesa Listkiewicza i powiem, że kręcą. Mieliśmy dobrą drużyną, byłem przekonany, że sobie poradzimy. Nie poradziliśmy.

W klubie zmusili mnie do wypowiedzenia. Może to i dobrze, spotkałem niedawno wiceprezesa Kubackiego, który też odszedł z klubu. Rozmawialiśmy o aresztowaniach i przynajmniej byliśmy pewni, że nas nie zamkną. W kolejnym sezonie, gdy Zagłębie awansowało do ekstraklasy, to bezczelnie kupowali mecze. Los mnie nagrodził. Wielu moimi serdecznymi kolegami, którzy zaplątali się w tryby, a wydawało się, że są porządni, zainteresował się prokurator. Choć wielu też mówiło, że czas z tym frędzelek…twem skończyć, bo tak dalej nie da się żyć.

Druga kadencja też nie była wolna od tąpnięć. Kibice Zagłębia mieli do pana ogromne pretensje, że zastrzeżony numer 10 dla Pawła Piotrowskiego, piłkarza tego klubu, który zginął w wypadku samochodowym, chce pan dać Denissowi Rakelsowi.

Paweł był wyróżniającym się zawodnikiem Zagłębia, ale nie żadną gwiazdą. Przyszedłem do klubu, a jego kontrakt wygasł. Nie chciał podpisać nowego, tylko odejść. Zdarzył się wypadek, którego – patrząc na chłodno – był sprawcą. Zabił siebie, żonę i dwóch nieletnich kuzynów. Nigdy nie byłem jego przeciwnikiem, ale jaki to bohater? Rakels powiedział po podpisaniu kontraktu, że najchętniej zagrałby z dziesiątką. Zgodziłem się. Ale wybuchł taki protest, jakbym usunął Matkę Boską z Jasnej Góry. Nie upierałem się. Wezwałem Rakelsa, zrozumiał, że nie może wybrać tego numeru. Do dziś jest zastrzeżony.

Końcówka pana kadencji, to już wyzwiska na stadionie, nawoływanie do dymisji. To najgorsze w pracy działacza?

Wie pan, jestem twardym człowiekiem i mnie wyzwiska nie ruszają. Zaczęło się od tego, że pewien europoseł zaczął mi mówić, co mam zrobić. Opowiedziałem mu historię z facetem sprzedającym watę cukrową. Przyszedł do niego kolega: – Pożycz mi 50 złotych. – Nie mogę. Widzisz ten bank? Umówiłem się z nimi tak, że oni udzielają pożyczek, a ja sprzedaję watę cukrową.

Czytaj: Pozostańmy na swoich działkach.

Ja byłem w klubie, on w Brukseli i nie wtrącałem się do tego, co tam robi. On się obruszył, zaczął biegać do szefa KGHM, że ja się nie nadaję. Zrobił akcję przeciwko mnie, łącznie z grupą kibiców. Wezwał mnie prezes kombinatu: – Przyjdzie czas, że będę cię musiał odwołać. Dostanę takie polecenie.

Każdy prezes, szczególnie w Zagłębiu, musi być przygotowany na dymisję. Mnie odwołali rano, a wieczorem graliśmy z Lechem. W pierwszej połowie remisowaliśmy bezbramkowo. Kibice krzyczeli: „Koziński, patrz co zrobiłeś?!”. Po przerwie strzeliliśmy gola, skończyło się 1:0. Powiedziałem głośno. – No i fajnie zrobiłem.

Gdyby mógł pan decydować, to wsiadłby pan 32 lata temu na ten piłkarski statek?

Piłka jest miłością bez wzajemności, ale zrobiłbym to samo. Teraz są tylko lepsze czasy. Nie ma siermiężności, nie bijesz głową w mur, a pieniędzy wciąż nie ma. Jestem już na emeryturze, do piłki nie wrócę, bo ciągnie mnie w świat. Wrócę z jednej podróży i już planuję następną. Odwiedziłem 160 krajów, byłem na wszystkich kontynentach oprócz Antarktydy. Ale i tam będę jeszcze przed siedemdziesiątką.

Rozmawiał Łukasz Olkowicz

* Rocznik 1949, dwukrotny prezes Zagłębia Lubin, zaczynał od funkcji dyrektora ds. piłki nożnej w tym klubie. Odszedł po historycznym, pierwszym mistrzostwie Polski. Zaczął pracę jako dyrektor Miedzi Legnica, która po roku sensacyjnie wygrała Puchar Polski, a w PZP zmierzyła się z AS Monaco. Przez siedemnaście lat zasiadał w zarządzie PZPN, w 1995 roku był wiceprezesem ds. organizacyjnych. W latach 1991-2000 był prezesem OZPN w Legnicy, a do 2009 roku szefował Dolnośląskiemu ZPN. Obecnie na emeryturze.


:arrow: Olkowicz prześwietla Kozińskiego: Piłkarza szukałem w piwiarni wśród piwoszy

_________________
www.forum-soccer.home.pl

www.mkszaglebie.pl
www.zaglebie.org
Obrazek

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2017 lis Śr 08, 00:05 
Offline

Dołączył(a): 2009 sie Pn 24, 20:11
Posty: 1338
Lokalizacja: miedziowo :)))
http://magazyn.elubin.pl/kghm-zaglebie-oraz-miasto-lubin-chca-organizowac-pilkarskie-mistrzostwa-swiata-u20/

KGHM, Zagłębie oraz miasto Lubin chcą organizować piłkarskie mistrzostwa świata U20.

Polski Związek Piłki Nożnej w 2019 roku stara się zorganizować mistrzostwa świata U-20 w piłce nożnej. Lubin oraz Legnica są w gronie miast, w których rozgrywane byłyby mecze.

Władze Lubina podpisały umowę z miejscowym KGHM Zagłębiem dotyczącą wynajmu stadionu piłkarskiego. Bez tego porozumienia Lubin nie mógłby się starać o organizację meczów piłkarskich mistrzostw świata do lat 20.

– Naszym marzeniem jest przeprowadzenie takiej imprezy – potwierdza Jacek Mamiński, rzecznik prasowy prezydenta Lubina. – Podpisaliśmy już list intencyjny w tej sprawie, a teraz uzupełniamy dokumenty, aby do 6 listopada podpisać oficjalną umowę z PZPN – dodaje Mamiński.

Młodzieżowe mistrzostwa świata to impreza rozmiarem podobna do ostatnich seniorskich mistrzostw Europy. Występują w nich 24 drużyny. Turniej rozgrywany jest co dwa lata. W tym roku odbył się w Korei Południowej, a mistrzami świata zostali Anglicy.

w Lubinie mecze byłyby rozgrywane na stadionie Zagłębia, który pomieści 16. tysięcy widzów. Z kolei w Legnicy areną mistrzostw byłby obiekt pierwszoligowej Miedzi, mający 6194 miejsca siedzące.

_________________
radix99
mecze Zagłębia tu :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3065 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 201, 202, 203, 204, 205  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

W ramach naszej strony wykorzystujemy “ciasteczka” (cookies) w celu zbierania anonimowych statystyk odwiedzających (przy pomocy AdSense) oraz obsługi sesji dla zalogowanych użytkowników i świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. Możesz dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dla plików cookies w swojej przeglądarce.