zaglebie-lubin.net


Internetowe Forum Kibiców Zagłębia Lubin - to już 10 lat z Wami!
Teraz jest 2018 lis Pn 12, 19:26

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3097 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 203, 204, 205, 206, 207  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 sty Pn 22, 09:50 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 cze Cz 03, 13:04
Posty: 5226
Lokalizacja: LUBIN
Cytuj:
33-letni napastnik poprosił Zagłębie o pomoc w dojściu do formy po operacji. Nam opowiada również o transferze Jakuba Świerczoka do ligi bułgarskiej.
Nie ma mowy o tym, by Bułgar zagrał wiosną w barwach miedziowego klubu, ale w przyszłości – być może. Ilijan Micanski jest po operacji i jakiś czas temu zasygnalizował władzom lubińskiego klubu, że chciałby dojść do formy, ćwicząc gościnnie w Zagłębiu.

Długo nie wiedział, co mu jest
Od kilku miesięcy Micanski jest bez pracy. Po raz ostatni grał w piłkę w kwietniu 2017 roku w Koronie Kielce. Potem stracił wiele czasu na leczenie i operację. – Odklejało mi się jedno ze ścięgien w okolicach pachwiny. Zmarnowałem prawie pół roku na szukanie przyczyny tego, że nie byłem w stanie trenować na sto procent. Dopiero piąte badanie rezonansem magnetycznym zrobione w Niemczech wykazało co się dzieje. Cały czas czekam na pozwolenie lekarzy na powrót do treningów. Spodziewam się, że wydadzą mi je niedługo. Od początku lutego chciałbym już ćwiczyć. Granie w piłkę nadal mnie cieszy. Sądzę, że jeszcze ze dwa-trzy sezony powinienem kontynuować karierę – dodaje 33-letni Micanski.

Co na to Zagłębie? – Ilijan wystąpił do nas z prośbą, byśmy mu umożliwili rehabilitację. Ten chłopak bardzo ufa naszemu fizjoterapeucie Darkowi Puchalskiemu. Wydaliśmy zgodę i jeśli on ostatecznie to potwierdzi, to… witamy. Nie jest przypadkowym piłkarzem z ulicy, tylko człowiekiem, który ma dla naszego klubu zasługi. Niech trenuje. Wiemy, że pytają o niego kluby z polskiej pierwszej ligi. On potrzebuje sporo czasu, żeby wrócić do formy. O jego zakontraktowaniu nie myślimy – tłumaczy prezes Zagłębia Robert Sadowski.

Niczego jednak w perspektywie kilku miesięcy wykluczyć nie można. Zwłaszcza że w Lubinie już nie ma Jakuba Świerczoka. Snajpera jego formatu szuka się latami, a Micanski w prywatnych rozmowach wielokrotnie powtarzał byłym kolegom i dziennikarzom, że do Zagłębia mógłby wrócić nawet na piechotę.

Transferem Świerczoka do Łudogorca Razgrad bułgarski napastnik jest jednak zaskoczony. Kubę zna jeszcze z Kaiserslautern, gdzie Świerczok zajął nawet mieszkanie po odchodzącym Micanskim.

– Łudogorec to klub, który co roku jest w fazie grupowej co najmniej Ligi Europy, ale Kuba musi pamiętać o jednym: jeśli chce iść dalej, to wypromuje się tylko przez dobrą grę w europejskich pucharach – uważa.

Drużyna z Razgradu ostatnio wyszła z grupy LE i w 1/16 finału zmierzy się z Milanem. Jeśli nie da rady rossonerim, Świerczoka czeka kilka miesięcy występów wyłącznie w krajowych rozgrywkach. Micanski nie ukrywa – po prostu słabych.

Pieniądze duże, liga słaba
– Łudogorec jest o dwie klasy lepszy niż reszta klubów. Płaci gwiazdom nawet 50 tys. euro miesięcznie netto, ale to, jak wygląda nasza Pyrwa Liga, to może być dla Kuby szok. Bułgaria to dziurawe boiska, puste trybuny, otoczka gorsza niż drugim poziomie rozgrywek w Polsce. Co tu dużo kryć, poziom sportowy ligi jako całości jest niewiele lepszy niż jej wygląd. Trzymam kciuki, żeby mu się tam powiodło. Z Razgradu można pójść dalej, ale w wieku 25 lat trzeba się już z tym spieszyć – mówi Micanski.


Łudogorec zdominował krajową ligę tak bardzo, że w ostatnim sezonie zdobył niewiele mniej bramek niż 2. i 3. drużyna w lidze razem wzięte. Król, wicekról i 3. snajper ligi byli z Łudogorca. Dopiero 4. w tabeli strzelców występował w Łokomotiwie Płowdiw. Ale zajął to miejsce… ex aequo z dwoma kolejnymi graczami Łudogorca. Klub z Razgradu sprzedał jednego z tych bombardierów, niejakiego Jonathana Cafu do Bordeaux, bijąc przy tym swój rekord transferowy (7,5 mln euro), ale ten skrzydłowy po prostu świetnie wypadł w sezonie 2016/17 w barwach Łudogorca w Lidze Mistrzów. Półtora roku temu Zagłębie grało w kwalifikacjach LE ze Sławiją Sofia, wtedy czwartą w lidze bułgarskiej. Wynik dwumeczu (3:1) nie oddaje przebiegu rywalizacji. Rywale lubinian w obu meczach mieli problem z opuszczeniem własnej połowy.

:arrow: Micanski chce trenować w Lubinie i komentuje transfer Świerczoka

_________________
www.forum-soccer.home.pl

www.mkszaglebie.pl
www.zaglebie.org

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 sty Wt 23, 10:28 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 cze Cz 03, 13:04
Posty: 5226
Lokalizacja: LUBIN
Cytuj:
Obrońca Zagłębia Lubin nie ma dużych szans na grę w klubie z Selhurst Park. Traktowany jest raczej jako inwestycja w przyszłość.
- Jarosław Jach zostanie zawodnikiem Crystal Palace. Dotychczas środkowy obrońca występował w Zagłębiu Lubin
- Transfer Jacha jest podyktowany nie tylko potrzebą chwili, wynikającą z licznych kontuzji, ale jest traktowany również jako część przebudowy zespołu
- Możliwe, że czuje się mocny i widzi, że da sobie radę – mówi Romuald Kujawa, były obrońca Zagłębia Lubin

Po meczu z Arsenalem menedżer Crystal Palace Roy Hodgson potwierdził, że Jach jest w Londynie i przechodzi testy medyczne. Transfer jest już zatem na ostatniej prostej. Dochodzi do niego w dobrym dla Polaka momencie, gdyż obrońcy Orłów w sobotę nie zrobili sobie dobrej reklamy. Po zaledwie 13 minutach drużyna przegrywała z Kanonierami 0:3, po 22 minutach – 0:4. Hodgson po spotkaniu przyznał, że mu ulżyło, iż skończyło się „tylko” na czterech golach. Nie ma zatem wątpliwości, że wzmocnienia obrony londyńskiego zespołu są potrzebne.
– Myślę, że w obecnej sytuacji Crystal Palace Jach może dostać okazję do pokazania się – analizuje Nick Miller, dziennikarz ESPN, piszący o klubie ze stolicy. Chodzi mu nie tylko o wynik ostatniego meczu Orłów, ale przede wszystkim o ich sytuację kadrową. W normalnych okolicznościach były reprezentant polskiej młodzieżówki nie miałby żadnych szans na grę. Parę środkowych obrońców tworzą bowiem Mamadou Sakho i Scott Dann. Pierwszy z nich latem ubiegłego roku przeszedł do CP z Liverpoolu za 24 mln funtów. Wcześniej był wypożyczony z The Reds i spisywał się bardzo dobrze, był nawet nominowany do nagrody dla piłkarza marca. Z kolei Dann to bardzo doświadczony obrońca i jeden z liderów zespołu. Kiedy jest zdrowy, ma pewne miejsce w składzie. Ale właśnie ze zdrowiem ma teraz problemy i to duże.
2017 rok zakończył się dla niego najgorzej, jak mógł. W starciu z Manchesterem City (0:0) doznał poważnej kontuzji kolana. Z tego powodu nie zagra nie tylko do końca obecnego sezonu, ale opuści również początek następnych rozgrywek. Sakho też wypadł ze składu i ma wrócić za około miesiąc. To sprawia, że w tym momencie Hodgson ma do dyspozycji tylko dwóch zdrowych obrońców, mogących grać na środku defensywy. Zamiast Sakho i Danna występują James Tomkins i Martin Kelly (ten drugi jest bardziej bocznym obrońcą, ale z powodzeniem radzi sobie jako stoper). Żadnego z nich Jach raczej nie wygryzie ze składu, ale gdyby któregoś dopadł uraz, Polak będzie brany pod uwagę jako potencjalny zastępca. Ale to wariant tylko pod nieobecność Sakho, czyli jeszcze przez kilka tygodni. Jeśli zatem Polak marzy, by przebić się do składu, musi błyskawicznie zapracować na zaufanie Hodgsona.
Transfer Jacha jest podyktowany nie tylko potrzebą chwili, wynikającą z licznych kontuzji, ale jest traktowany również jako część przebudowy zespołu. Już teraz szkoleniowiec zespołu zapowiada, że w zimowym oknie transferowym oczekuje dużej aktywności władz klubu na rynku, wyliczył nawet, że chciałby co najmniej sześciu nowych graczy. Latem ma dojść do kolejnych roszad. Wówczas kontrakty wygasają aż dziesięciu piłkarzom (w tej grupie są m.in. Yohan Cabaye, James McArthur, Joel Ward, Martin Kelly i Wayne Hennessey) i z kilkoma z nich nie zostaną przedłużone. – Myślę, że Crystal Palace kupuje Jacha, bo jest on tańszy niż większość innych zawodników, którymi klub się interesował. Ale oczywiście nie oznacza to, że nie może on być dobrą inwestycją w przyszłość. Latem na pewno dojdzie do sporych zmian w szatni drużyny. Na razie jednak w klubie o tym nie myślą. Najważniejsze jest utrzymanie w Premier League – mówi Nick Miller.
Orły nie mogą być pewne pozostania w elicie. W tej chwili mają zaledwie cztery punkty przewagi nad strefą spadkową. Ale ich sytuacja i tak jest o niebo lepsza niż jesienią. Wówczas, jeszcze pod wodzą Franka De Boera, Crystal Palace obrywało od wszystkich. Przegrało cztery pierwsze spotkania, nie strzeliło w nich gola i zamykało ligą tabelę. Zespół przejął były selekcjoner reprezentacji Anglii i początkowo nic nie wskazywało, że w klubie nastaną lepsze dni. Ekipa z Selhurst Park przegrała kolejne trzy spotkania, nie zdobywając ani jednej bramki. Siedem porażek z rzędu, zero goli strzelonych i 17 straconych (najwięcej ze wszystkich) – spadek wydawał się nieunikniony. W pewnym momencie Hodgson znalazł jednak sposób na lepszą grę i Orły dziś prezentują się o wiele lepiej.

Romuald Kujawa / Były obrońca Zagłębia Lubin Dla Jacha za wcześnie na zagraniczny wyjazd Jach wybrał wymagający kierunek na transfer. W Premier League w każdym meczu przez 90 minut trwa twarda, bezpardonowa walka. Żeby sobie w niej poradzić, trzeba być znakomicie przygotowanym pod względem fizycznym i motorycznym. Moim zdaniem to nie jest dobry moment dla Jacha, by wyjeżdżać z kraju. Wydaje mi się, że powinien przynajmniej jeden pełny sezon rozegrać w pierwszym składzie Zagłębia, wówczas miałby lepsze rozeznanie, na co będzie go stać w zagranicznym klubie. Bo tak naprawdę to nikt z nas nie wie dokładnie, jaki on ma potencjał. W polskiej ekstraklasie miał dobre występy, ale zdarzały mu się również słabsze mecze. Dwa rozegrane spotkania w reprezentacji również na razie nie odpowiedziały na pytanie, na co go stać. Na pewno musi popracować nad grą głową i zwrotnością. Czemu wybrał Crystal Palace? Możliwe, że czuje się mocny i widzi, że da sobie radę. Kto wie, może po zmianie klimatu jego forma wystrzeli? Trzymam za niego kciuki. Szansę ma dużą, pytanie, jak ją wykorzysta.

:arrow: Jach ratunkiem na szpital w Crystal Palace. Jest inwestycja w przyszłość

_________________
www.forum-soccer.home.pl

www.mkszaglebie.pl
www.zaglebie.org

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 sty Wt 23, 17:38 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2005 cze Pn 27, 13:55
Posty: 4424
Lokalizacja: Lubin
Powiedzcie mi co mają tacy zawodnicy w głowie ? On nie ma szans na granie w Crystal Palace. Zobaczcie sobie na skład u 21 albo jak kto woli u 23 w Crystal, tam nawet Jach będzie miał problem...

_________________
"Jedno serce,jeden klub...ZAGŁĘBIE LUBIN..."


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 mar Cz 15, 14:16 
Offline

Dołączył(a): 2009 sie Pn 24, 20:11
Posty: 1396
Lokalizacja: miedziowo :)))
http://www.lubin.pl/mundial-w-lubinie-decyzja-juz-w-piatek/

Mundial w Lubinie? Decyzja już w piątek!

Już w piątek w kolumbijskiej Bogocie władze FIFA zadecydują, gdzie rozegrane zostaną finały mistrzostw świata U-20 w 2019 roku. W walce o organizację czempionatu pozostają Indie oraz Polska. Jeśli wybrana zostanie oferta PZPN, to część spotkań rozegranych zostanie w Lubinie.

Polska od wielu miesięcy stara się o organizację mistrzostw świata U-20 w 2019 roku. Gruntowną pracę wykonał zespół kierowany przez Zbigniewa Bońka, który jednak nie wypowiada się oficjalnie o szansach przed piątkową decyzją w Bogocie. Na decyzję w tej sprawie oczekują również w lubińskim magistracie.

– Mamy wszelkie obiekty, nie tylko sportowe, ale także hotelowe, do organizacji takiej imprezy. Nie bez powodu jesteśmy nazywani miastem sportu i widocznie gdzieś to ktoś zauważył. Nie jesteśmy tym kompletnie zdziwieni i czekamy z niecierpliwością na wynik tego głosowania. Wierzymy, że Polska otrzyma możliwość organizacji tych mistrzostw – mówi Jacek Mamiński, rzecznik prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego.

Jeśli Polsce zostanie przyznana organizacja zawodów, to spotkania odbędą się na Stadionie Zagłębia. Będzie to na pewno nie lada gratka dla kibiców futbolu, bo mistrzostwa świata U-20 cieszą się wielkim zainteresowaniem na świecie. Kreują ciekawych piłkarzy. Największą gwiazdą U-20 w Japonii w 1979 roku był Argentyńczyk Diego Maradona, z kolei w 2005 roku w Holandii jego rodak Lionel Messi.

– W Lubinie nie było jeszcze nigdy takiej imprezy, żebyśmy mogli oglądać najlepszych zawodników na świecie. Mamy jeszcze kilka tematów, które chcielibyśmy wspólnie z miastem dograć, żebyśmy jako całość wypadli dobrze w oczach nie tylko PZPN, ale także władz FIFA. Dla nas to jest też przede wszystkim promocja na przyszłość – mówi Robert Sadowski, prezes Zagłębia Lubin.

Słowom prezesa Zagłębia wtóruje także jeden z miejskich radnych Romuald Kujawa, który w poprzednim roku został ogłoszony piłkarzem 70-lecia lubińskiego klubu. – Trzeba powiedzieć, że zawodnicy dwudziestoletni, którzy grają w swoich kadrach, to są gracze stanowiący o obliczach swoich zespołów klubowych. To są naturalni następcy wspaniałych pokoleń piłkarzy i być może okaże się, że w Lubinie zobaczymy jakiegoś nowego Messiego – podkreśla Romuald Kujawa.

Proponowana data turnieju to koniec maja, początek czerwca 2019 – po zakończeniu ligowego sezonu. Tak aby finały odbyły się przed 16 czerwca 2019, gdy startuje turniej U-21 o mistrzostwo Europy na boiskach Włoch i San Marino.

_________________
radix99
mecze Zagłębia tu :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 mar Pt 16, 17:18 
Offline

Dołączył(a): 2009 sie Pn 24, 20:11
Posty: 1396
Lokalizacja: miedziowo :)))
http://www.lubin.pl/nieoficjalnie-polska-organizatorem-mundialu/

Nieoficjalnie: Polska organizatorem Mundialu!

Jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, oferta Polski okazała się lepsza od tej z Indii i to właśnie nasz kraj gościć będzie w 2019 roku uczestników mistrzostw świata do lat 20. To oznacza, że wielka piłkarska impreza zagości także w Lubinie!

Wczoraj informowaliśmy o tym, że w piątkowy wieczór poznamy oficjalnie organizatora mistrzostw świata w piłce nożnej do lat 20 w 2019 roku. Jeszcze wczoraj wiceprezes Polskiego Związku Piłki Nożnej podkreślał, że szansę na otrzymanie możliwości organizacji imprezy są spore.

– Myślę, że mamy więcej argumentów niż Indie i jutro wieczorem będzie wszystko jasne. Trzymamy kciuki i chcielibyśmy, by duża impreza znów gościła na Dolnym Śląsku – mówił Andrzej Padewski.

Choć wciąż nie mamy oficjalnego komunikatu, to pewne już jest, że Polska otrzymała ten zaszczyt, a część meczów rozegranych zostanie w Lubinie.

W MŚ U-20 wezmą udział 24 drużyny podzielone na sześć grup. Awans wywalczą dwie najlepsze reprezentacje z każdej grupy oraz cztery zespoły z trzecich miejsc z najlepszym bilansem.

_________________
radix99
mecze Zagłębia tu :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 maja Pt 25, 10:20 
Offline

Dołączył(a): 2009 sie Pn 24, 20:11
Posty: 1396
Lokalizacja: miedziowo :)))
Wow. Na FB pokazano dziś zdjęcie z 22.10.1978 roku, z meczu 1/8 Pucharu Polski, Zagłębie Lubin - Legia Warszawa (2:1) - bramka "szczupakiem" Marka Bieguna na 2:0 :D :D :D

Obrazek

_________________
radix99
mecze Zagłębia tu :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 maja Śr 30, 14:40 
Offline

Dołączył(a): 2009 sie Pn 24, 20:11
Posty: 1396
Lokalizacja: miedziowo :)))
No i po mistrzostwach...

http://zaglebie.com/Aktualnosci/Klub/komunikat-ws.-organizacji-mistrzostw-swiata-u-20_n5156

_________________
radix99
mecze Zagłębia tu :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 cze Wt 05, 19:50 
Offline

Dołączył(a): 2009 sie Pn 24, 20:11
Posty: 1396
Lokalizacja: miedziowo :)))
Kolejne świetne zdjęcie z kolekcji ś.p. pana Raczkowiaka (zamieszczone dziś na fejsie):

Wrzesień 1979. Budowa stadionu.

Obrazek

_________________
radix99
mecze Zagłębia tu :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 cze Śr 13, 09:59 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2008 lip Pt 25, 19:47
Posty: 997
Lokalizacja: Lubin
Cytuj:
:arrow: Zagłębie Lubin chce dobić targu z Arką Gdynia. Chodzi o skrzydłowego

Arka Gdynia straciła już Mateusza Szwocha i Michała Marcjanika, a kolejnym osłabieniem może być odejście Luki Zarandii. W zamian finalista Pucharu Polski ma dostać jednak napastnika.

Zainteresowanie gruzińskim skrzydłowym przejawia Zagłębie Lubin. Miedziowi są gotowi zaproponować Arce trochę pieniędzy oraz czeskiego napastnika Martina Nespora.

22-letni Zarandia trafił do Polski w styczniu 2017 roku z Lokomotiwu Tbilisi. Od tamtej pory gruziński skrzydłowy zagrał w 29 meczach (4 gole i 4 asysty), nie zawsze łapiąc się do kadry Arki na mecz.

Zagłębie jest jednak zdecydowane na sprowadzenie Zarandii i przy okazji może pozbyć się 28-letniego Martina Nespora. Napastnik, który błyszczał w wicemistrzowskim sezonie Piasta Gliwice, wrócił zimą do Lubina z albańskiego Skenderbeu Korce i nie zagrał ani minuty w Lotto Ekstraklasie. Nic dziwnego, że Miedziowi kombinują, jak pozbyć się Nespora.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 cze Śr 13, 10:29 
Offline

Dołączył(a): 2004 cze Wt 08, 19:19
Posty: 2030
wzl19 napisał(a):
Cytuj:
:arrow: Zagłębie Lubin chce dobić targu z Arką Gdynia. Chodzi o skrzydłowego

Arka Gdynia straciła już Mateusza Szwocha i Michała Marcjanika, a kolejnym osłabieniem może być odejście Luki Zarandii. W zamian finalista Pucharu Polski ma dostać jednak napastnika.

Zainteresowanie gruzińskim skrzydłowym przejawia Zagłębie Lubin. Miedziowi są gotowi zaproponować Arce trochę pieniędzy oraz czeskiego napastnika Martina Nespora.

22-letni Zarandia trafił do Polski w styczniu 2017 roku z Lokomotiwu Tbilisi. Od tamtej pory gruziński skrzydłowy zagrał w 29 meczach (4 gole i 4 asysty), nie zawsze łapiąc się do kadry Arki na mecz.

Zagłębie jest jednak zdecydowane na sprowadzenie Zarandii i przy okazji może pozbyć się 28-letniego Martina Nespora. Napastnik, który błyszczał w wicemistrzowskim sezonie Piasta Gliwice, wrócił zimą do Lubina z albańskiego Skenderbeu Korce i nie zagrał ani minuty w Lotto Ekstraklasie. Nic dziwnego, że Miedziowi kombinują, jak pozbyć się Nespora.


Arka juz odrzucila ta propozycje ;)

_________________
WYZNAWCY POLSKOŚCI


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 cze Cz 14, 08:46 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 kwi Wt 13, 20:16
Posty: 4885
Lokalizacja: Lubin
pewnie przez Nespora ;)

_________________
Milczenie jest złotem...
Obrazek
Zagłębie Lubin. To jest naprawdę ważne.
link ->zwrot kasy z giving assistant ->opis


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 sie Wt 21, 09:37 
Offline

Dołączył(a): 2009 sie Pn 24, 20:11
Posty: 1396
Lokalizacja: miedziowo :)))
Wciąż na bogato. Więcej od nas na wynagrodzenia dla POŚREDNIKÓW TRANSAKCYJNYCH wydały tylko dwa kluby: Legia i Lech.

https://eurosport.interia.pl/pilka-nozna/ekstraklasa/news-ekstraklasa-legia-i-lech-najwiecej-wydaly-na-wynagrodzenie-p,nId,2621106

Obrazek

_________________
radix99
mecze Zagłębia tu :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 sie Śr 22, 14:30 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 cze Cz 03, 13:04
Posty: 5226
Lokalizacja: LUBIN
Ku pamięci..legenda tego Forum :)

:arrow: Janusz Napiórkowski - wieloletni kibic Zagłębia#MiedziowaTożsamość

_________________
www.forum-soccer.home.pl

www.mkszaglebie.pl
www.zaglebie.org

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 sie Pt 31, 08:32 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 cze Cz 03, 13:04
Posty: 5226
Lokalizacja: LUBIN
Cytuj:
Wojciech Górski opowiada o skomplikowanych relacjach między Miedzią Legnica a Zagłębiem Lubin.
Nie wiem, dlaczego między Zagłębiem a Miedzią iskrzy. Przecież Miedzianka swój największy sukces zawdzięczała chłopakom wypożyczonym z Lubina. Bez nich nie zdobyłaby Pucharu Polski, nie miałaby pięknej europejskiej przygody z AS Monaco – mówi Wojciech Górski. Piłkarz, który kiedyś z Miedzią po te największe sukcesy sięgał, a potem z drużyną Zagłębia grał z Milanem w Pucharze UEFA.
W Miedzi już na początku lat 90. był nazywany po swojsku „Zenkiem”, a w Zagłębiu po serii znakomitych występów dziennikarze obwieścili, że to „lubiński Zidane”. – Pierwszy przydomek mocno się do mnie przykleił, ale bardziej podobał mi się ten drugi – uśmiecha się Górski. Do piłkarskiej klasy słynnego Francuza oczywiście mu brakowało, lecz w Lubinie rzeczywiście był gwiazdą i liderem. Podobnie jak wcześniej w Miedzi, tyle że na zapleczu ekstraklasy.

Wyłowieni z Miedzi

W tamtych czasach Zagłębie na piłkarzy Miedzi patrzyło łakomie, ale do pewnego momentu nie prowadziło „gospodarki rabunkowej”. To była współpraca. – Darek Płaczkiewicz, Marcin Ciliński, Darek Baziuk, Jarek Gierejkiewicz, Daniel Dyluś – wszyscy mieli lubińską przeszłość, a potem grali w tej pucharowej Miedzi – argumentuje Górski. Wówczas Miedź trzy razy ostro walczyła o awans do ekstraklasy, raz odpadła dopiero w barażach.

I wtedy stało się coś, co zaogniło relacje między sąsiadami. Tak mocno, że niechęć wyczuwalna jest do tej pory. We wrześniu 1994 roku z pracy w Miedzi zrezygnował trener Wiesław Wojno. Powód? Oferta z Zagłębia, którą szkoleniowiec przyjął, uznając, że warto z dnia na dzień przeskoczyć z drugiej ligi do ekstraklasy. Miedź miała kłopoty finansowe i Zagłębie bezceremonialnie powyciągało z niej co lepsze kąski. Wyłowiono Wojnę, prezesa klubu Zenona Hołówkę, który w Lubinie został dyrektorem sportowym, i czołowego piłkarza Piotra Przerywacza. Kolejny etap rozbierania Miedzi działacze zza miedzy zostawili sobie na zimową przerwę, kiedy zwerbowali dwóch najważniejszych legnickich zawodników: Dariusza Dziarmagę i Wojciecha Górskiego. – Miałem 23 lata i rodzinę, która się powiększała. Chciałem coraz lepiej grać i zarabiać. W Miedzi nigdy nie dostałem kontraktu, musiały wystarczyć stypendia, więc długo się nie zastanawiałem. Miedź nieźle zarobiła, nie odchodziłem za darmo – tłumaczy Górski.

Przedstawiciel legnickiego zaciągu szybko stał się ważnym piłkarzem Zagłębia. Wiosną 1995 roku drużyna grała jak z nut. Mimo że po pierwszej rundzie była zamieszana w walkę o utrzymanie, w końcu zajęła 4. miejsce, kwalifikując się do europejskich pucharów. Przed meczami z AC Milan (0:4, 1:4) pracę stracił Wojno. Bo tak postanowili... piłkarze. Przedstawili bezwzględne żądanie władzom klubu i uzyskali, co chcieli. – Z Darkiem Dziarmagą i Piotrkiem Przerywaczem byliśmy między młotem a kowadłem, bo do Lubina sprowadzał nas Wojno. Starszyzna z szatni chciała jednak jego dymisji, do czego było potrzebne zgodne stanowisko całej drużyny, gdyby ktoś się z tej solidarności wyłamał, mógłby sobie szukać innego klubu – przyznaje Górski. Starsi piłkarze uznali, że Wojno przesadza z ciężkimi treningami, z kontrolowaniem ich na każdym kroku, z dokręcaniem śruby. – Po fajnej wiośnie było bardzo dobrze, ale trener uznał, że może być jeszcze lepiej. No i przedobrzył – ocenia Górski.
Kamieniami w piłkarzy

Dla niego zwalnianie trenerów przez piłkarzy nie jest czymś wyjątkowym. Był świadkiem takich operacji i wcześniej, i później. Pierwszy raz w Miedzi, po wspominanym sukcesie w Pucharze Polski. Górski do dzisiaj uważa, że Jerzy Fiutowski na tamtą dymisję sobie zasłużył. – Był zamordystą i to mogłem jeszcze tolerować, bo nie boję się ciężkiej pracy. Tylko że panu Fiutowskiemu brakowało kultury. Obrażał piłkarzy, ich żony, rodziny. Nie dało się z nim żyć. Nigdy nie zapomnę, jak podczas zajęć na bocznym boisku rzucał kamieniami w tych, którzy wolniej biegali. Jako bardzo młody chłopak wchodziłem do pierwszej drużyny i czasem wracałem z nią z dalekiego wyjazdu dopiero o 6–7 rano, a Fiutowski już o 11 kazał mi grać w zespole juniorów. Niewyspany, zmęczony, ale grałem. Fiutowski oglądał i krytykował, że źle, że słabo. No więc grzywna finansowa, jedna, druga, trzecia. W kółko wlepiał mi te kary. Zacisnąłem zęby i powiedziałem sobie, że nie dam się złamać – opowiada Górski.

No i wreszcie przyszedł kres Fiutowskiego. – Zadarł ze starszymi piłkarzami na obozie w Czechach. Po powrocie poszli do prezesa i powiedzieli, że nie widzą możliwości dalszej współpracy. Koledzy ich poparli. Dzisiaj na kawę bym się z nim nie umówił – mówi Górski.

Diabelska sprawa

Parę lat później w Zagłębiu Górski miał też ostry konflikt z Andrzejem Szarmachem, na dodatek przy otwartej kurtynie. Wtedy był już najważniejszym piłkarzem drużyny, no a legendarny „Diabeł”... wszyscy wiedzą, kim jest dla polskiego futbolu. Doszło do próby sił, na której wszyscy stracili. W skrócie: Górski zarzucił Szarmachowi, że choć był wybitnym piłkarzem, to trenerem jest słabym. Szarmach w reakcji ocenił, że Górski nigdy poważnej kariery nie zrobi, bo pije za dużo piwa, a tak w ogóle to z kolegami handluje punktami. Nigdy oskarżeń nie udowodnił, było więc grożenie sądem, ale potem sprawa rozeszła się po kościach. Obustronne ciosy poniżej pasa pozostawiły spory niesmak.

– To był trudny moment dla drużyny, a skonfliktowany z działaczami trener Szarmach nas nagle zostawił, przyniósł zwolnienie lekarskie. Poczuliśmy się zdradzeni. Dlatego otwarcie rozmawiałem z dziennikarzami w imieniu zespołu, zresztą w towarzystwie innych zawodników. Potem zrozumiałem, że nie powinienem był go atakować, bo to człowiek bardzo zasłużony dla polskiej piłki i należy mu się szacunek. Po paru latach go przeprosiłem, podaliśmy sobie ręce. A dzisiaj powtarzam młodym piłkarzom, że oni zawsze są od grania, a nie od publicznego oceniania trenerów. To lekcja z mojej kariery. Tym bardziej że konflikt z Szarmachem zaszkodził mi w powołaniu do kadry na choćby jeden sprawdzian. Mądry Polak po szkodzie – stwierdza ze smutnym uśmiechem.

Teraz Górski pracuje jako trener w akademii Miedzi. – W tym klubie się wychowałem, miałem 10 lat, kiedy przyszedłem na pierwsze zajęcia. Ale w sercu jest też miejsce dla Zagłębia, bo w Lubinie spędziłem kawał piłkarskiego życia, zagrałem sporo niezłych meczów. Komu będę kibicował w niedzielę? Niech wygra lepszy. No pewnie, że będę na stadionie! Moje szkraby, które trenuję w Miedzi, wyprowadzą drużyny. Cały czas o to pytają. Również dla nich szykuje się bardzo ważny dzień – mówi „lubiński Zidane”.

:arrow: Od Zenka do Zidane’a. Burzliwe relacje Miedzi Legnica z Zagłębiem Lubin

_________________
www.forum-soccer.home.pl

www.mkszaglebie.pl
www.zaglebie.org

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Zagłębie w mediach...
PostNapisane: 2018 wrz Pn 10, 11:20 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 cze Cz 03, 13:04
Posty: 5226
Lokalizacja: LUBIN
Cytuj:
Kibicom z Lubina kojarzy się przede wszystkim z wysokimi umiejętnościami bramkarskimi, popartymi solidną pracą i przygotowaniem. Spędził w Zagłębiu trzy lata, ale zdążył zaskarbić sobie sympatię miejscowych fanów, broniąc dostępu do bramki “Miedziowych” choćby w spotkaniu z … AC Milan. Co zastał w pokoju hotelowym po przyjeździe? Co kupował na lubińskiej giełdzie? Z kim walczył o szalik Zagłębia? Zapraszamy!
Czytałem kiedyś wywiad z Panem w tygodniku ”Piłka Nożna”. Była tam rubryka, która nazywała się "90 minut". Padło w nim zdanie, że po pobycie w Niemczech miał Pan problem w znalezieniu pracodawcy. To prawda?

- To prawda. Po pobycie w Niemczech trenowałem w Górniku Zabrze i śląski klub był zainteresowany moją osobą. Niemcy chcieli jednak wziąć za mnie jakieś pieniądze, a Górnik ich nie miał, żeby zapłacić. Wtedy dostałem propozycje z Zagłębia. Wsiadłem w samochód i pojechaliśmy z żoną do Lubina, wtedy był jeszcze stary stadion i stary hotel na górze. Sam trening przebiegł normalnie, ale później już nie wyglądało to najlepiej. Po zajęciach poszliśmy do hotelu. Wchodzę do pokoju, otwieram okno i patrzę, a tam ściana murowana. Pomyślałem sobie wtedy, że nie zostanę tutaj. Że za bardzo tutaj nie pasuje.

Zakwaterowano Pana w ówczesnym hotelu Olimp, nad stadionem?

- Tak. (w tym momencie do rozmowy włącza się żona Pana Mirosława)

Żona: - Pierwsze wrażenia były fatalne. Po tym zakwaterowaniu w tym pokoiku, stwierdziliśmy, że wracamy do domu, najszybciej jak się da.

MD: - I rzeczywiście. Spakowaliśmy się i zabraliśmy się z powrotem. Jak już wróciliśmy, to odbyła się kolejna, telefoniczna rozmowa z Panem Lulkiem. Bardzo chcieli, żebym przyjechał raz jeszcze. Dzwonił, prosił, więc przyjechałem i zdecydowałem się na pozostanie w Lubinie.

Dalej w mieszkanku w Olimpie?

- Nie, na szczęście nie. Zamieszkaliśmy w hotelu Interferie, tuż obok stadionu.

Ż: - Mieliśmy trochę szczęścia. Część hotelowa dla piłkarzy i piłkarek była pełna, więc nas zakwaterowano na górze i tam już zostaliśmy przez trzy lata do samego końca. Nawiązując do tego, co powiedziałam wcześniej, czyli pierwszego wrażenia odnieśliśmy. Trochę parafrazując znane przysłowie, ale co się źle zaczęło, to się dobrze kończy. Tak więc, jak na początku byliśmy na nie, to po trzech latach płakałam, że musiałam wyjeżdżać. Było nam tutaj bardzo dobrze.

Z kim się Pani zaprzyjaźniła?

Ż: - W związku z tym, że nie mieszkałam na tamtej klatce sportowców, to z tamtymi ludźmi miałam mniejszy kontakt. Spotykaliśmy się jednak na meczach czy spacerach. Ze sportowców, to najczęściej bywał u nas taki zawodnik - Darek Kurzeja. Do tej pory mamy kontakt, jest teraz w Niemczech, mieszka tam.

MD: -Darek Kurzeja, Sławek Majak...

Ż: - Krzyżanowskich też nie można pominąć, z tego co wiemy, Jarek jest teraz w Zagłębiu.

Cały czas mieszka w tym samym miejscu. Dawny hotel Interferie został przebudowany i obecnie służy jako bursa akademii. Jarosław Krzyżanowski jest obecnie trenerem w drużynie rezerw.

Ż: - On właśnie mieszkał na tej drugiej klatce, gdzie piłkarze i piłkarki. Najbardziej przyjacielskie stosunki mieliśmy z Kurzejami i Krzyżanowskimi. Proszę ich pozdrowić od nas.

- Wracając do kwestii przyjazdu do Lubina. To też nie było tak, że wszystko odbyło się bezproblemowo. Inne czasy i trzeba było zastanowić się jak ten transfer korzystnie przeprowadzić dla Zagłębia. Niemcy chcieli za mnie relatywnie duże pieniądze. Kosztowało nas to i czasu, i nerwów. Dopiero po pewnym czasie, jak się wyjaśniła sytuacja z Niemcami, to automatycznie mogłem grać w pierwszej drużynie.

Ż: - Ale podsumowując, z Niemiec wyjechaliśmy jakoś sierpień czy wrzesień. Zaraz jak się rozpoczął sezon. Dopiero następne rozgrywki Mirek zaczął w Lubinie, gdzie przez ten czas praktycznie tylko trenował i nie grał. Było więc trochę przerwy.

MD: - Do Górnika, o którym wspomniałem, bardzo mnie chcieli. Wtedy Lorens był trenerem, mocno o mnie zabiegał. Byli tam Klytta i Kłak. Nie obawiałem się rywalizacji, ale działacze nie za bardzo umieli dogadać się ze stroną niemiecką. Dobrą propozycją, a zarazem alternatywą było wtedy Zagłębie Lubin, no i w końcu się udało wrócić do Polski.

To jest ciekawe, co Pan powiedział przed chwilą, bo pierwszy mecz, który Pan zagrał w Zagłębiu był z właśnie z Górnikiem Zabrze.

- Chyba tak. Musiałbym notatki obejrzeć, bo to już jest tyle czasu, że nie pamiętam

24 września 1994 r. Mecz 8. kolejki Zagłębie Lubin – Górnik Zabrze i porażka 0:1. Zagrał Pan pełne 90 minut.

- Tak, tak. Chyba ma Pan rację.

Wracając jeszcze do samego Lubina. Jakie były Państwa pierwsze wrażenia, oczywiście pomijając już kwestię Olimpu. W waszym odczuciu było to takie specyficzne miasto? Mieszkali Państwo w hotelu, wokół giełda.

MD: - Na początku nie zrobiło na nas dobrego wrażenia. Powiedziałem wtedy żonie, dość brutalnie to zabrzmi, że po powrocie z Niemiec na wioskę przyjechałem. Trzeba pamiętać, że miasto w tym czasie wyglądało trochę inaczej. Ale z biegiem czasu, byliśmy dzień po dniu w Lubinie, zżyliśmy się z tym miejscem. Dzieci chodziły do szkoły, miałem stadion pod nosem, mogłem wychodzić w klapkach na treningi i zaczęło to wszystko fajnie funkcjonować.

Ż: - Na początku nawet zakładaliśmy, że na mieście będziemy szukać mieszkania. Tak się jednak ułożyło, że w tych Interferiach, w klatce hotelowej, zostaliśmy do końca. Z perspektywy czasu, byłam bardzo zadowolona i wcale mnie nie ciągnęło, żeby mieszkać w mieście. Przypadło mi to do gustu, że mąż miał blisko. Nie musiał więc używać samochodu, z czego korzystałam ja. Zawoziłam dzieci do szkoły, jeździłam do miasta.

Syn chodził do lubińskiej szkoły, z tego co pamiętam.

Ż: - Najpierw uczęszczał do takiej niedaleko od przedszkola, najbliższej jaka była na tym osiedlu. Potem posłaliśmy go do innej, gdzie były mniejsze klasy. Rozpoczął edukację w Lubinie, skończył dwa etapy i niestety, przyszło do wyprowadzki.

Mieli Państwo jakieś swoje ulubione miejsce w Lubinie?

Ż: - Teraz to podobno Lubin się tak zmienił, że bym w nim chyba zgubiła

MD: - Byłem ostatnio w Lubinie, w hotelu przed meczem z Miedzią. Wszystko się rozrosło tak, że jest to wręcz niemożliwe.

Ż: - W rynku pamiętam, były takie sklepiki dookoła. Kościół był blisko, gdzie chodziliśmy. To już tyle lat, że zapomniałam jaki to był kościółek. Ten rynek jednak utkwił nam w pamięci.

Rynek też się zmienił.

MD: - Specyfiką Lubina było to, że zawsze przed meczami giełdy się rozpoczynały.

Mecze już przeważnie nie są organizowane w dni giełdy, a jeśli już, to późną porą. O 18 czy 20, jak wszystko jest posprzątane. A wtedy nie przeszkadzało Państwu giełda?

Ż: - Nie, nie specjalnie.

MD: - Mnie również. Chodziłem często po giełdzie i przeważnie kupowałem płyty CD.

Reasumując. Początki w Lubinie były mało atrakcyjne, ale z czasem lepiej to dla Państwa wyglądało?

MD: - To fakt. Zżyliśmy się z tym miastem. Wyjeżdżając miałem łzy w oczach, że opuszczam ten klub. Mógłbym w Lubinie do końca kariery grać, ale niestety nie było mi to pisane.

Proszę mi powiedzieć coś więcej o pierwszym sezonie. Jak już Pan wskoczył do bramki, to miejsca nie oddał do ostatniej kolejki.

- W mojej karierze, tam gdzie przychodziłem jako bramkarz, zawsze ciężko pracowałem. Starałem się walczyć o miejsce, żeby już go nie oddać. Jeśli już broniłem, to opuszczałem mecze tylko z powodu kontuzji. Tak samo było przed Lubinem, jak byłem w Niemczech czy Katowicach. U zachodnich sąsiadów, jak się wyrwałem do 2. Bundesligi, to chciałem po prostu grać. Był tam Niemiec, ówczesna jedynka, nie do ruszenia. Pierwszy mecz broniłem ja i tak pozostałem w bramce do momentu, kiedy wszyscy się pogubiliśmy. Nastąpiła zmiana bramkarza, która z perspektywy czasu nie była potrzebna. Wróciłem jeszcze do bramki i broniłem. A w Magdeburgu, to samo. Wskoczyłem między słupki i już miejsca nie oddałem. Praktycznie do momentu zerwania więzadeł krzyżowych.

W Lubinie przez trzy lata Pan miejsca w bramce w ogóle nie oddał. Jak Pan żył z innymi bramkarzami? Był tam wtedy choćby Jędrzej Kędziora, kolejni młodzi bramkarze wchodzili do zespołu. Oni uczyli się od Pana? Pan, uznawany był wtedy za solidnego zawodnika, zawsze na wysokim poziomie. Chodziłem wtedy na wszystkie mecze Zagłębia i nie pamiętam żadnego słabszego meczu w Pana wykonaniu.

- Na pewno coś się zdarzyło. Jestem człowiekiem pracowitym, jak już coś robię, to staram się coś robić na sto procent. W Lubinie też się starałem. W pewnym momencie był też Andrzej Dawidziuk, do tej pory się dobrze rozumiemy. Starałem się pomagać, tym nawet młodszym kolegom, którzy ze mną rywalizowali. Konkurowaliśmy, ale tylko jeden mógł w bramce stanąć. To, że byłem to ja? Widocznie zasługiwałem na to, aby stać w bramce Zagłębia Lubin.

A skąd się wzięła tradycja brania szalika do bramki?

- Nie wiem skąd mi to przyszło. Od kibiców dostałem ten szalik. To był taki gest poparcia ze strony kibiców. Po części w moją stronę, ale i w stronę zespołu. Zawsze wiązałem ten szalik po prawej stronie, a nawet o niego walczyłem!

W jaki sposób? Może Pan rozwinąć?

- Była kiedyś taka sytuacja. Graliśmy z Ruchem Chorzów i jak zwykle zawiesiłem sobie szalik z boku. W trakcie spotkania idzie akcja skrzydłem, a ja kątem oka patrzę, jakiś gość mi ten szalik szarpie. Mówię do niego, aby przestał i to zostawił. On dalej ten szalik szarpie. Akcja idzie, a ja do bramki i z nim walczę (śmiech).

Dzisiaj kamery szybko by to wychwyciły.

- Nie mogłem sobie go zawiesić, bo by po chwili go zabrał. No to sobie położyłem szalik za linią bramkową i tam sobie leżał. Musiało to z boku komicznie wyglądać. Na boisku akcja idzie, a ja walczę z gościem o szalik Zagłębia Lubin. Miałem zawsze sentyment do barw i tak mi potem zostało. Kibiców Zagłębia też mile wspominam. Lubin, to dla mnie szczególne miejsce, które gdzieś w sercu zawsze zostanie. Wiadomo, facet przeważnie nie płacze... Jak wyjeżdżaliśmy z Lubina, to obydwoje z żoną płakaliśmy. My nie chcieliśmy wyjeżdżać! Mecze, które się odbywały w ramach pucharu UEFA. Czy w jednym sezonie byliśmy na półmetku na trzynastym miejscu i w drugiej rundzie przegraliśmy tylko jeden mecz. Spotkania z Milanem, Azerbejdżanem, to bardzo mile się wspomina. Fajny dla mnie okres.

Porozmawialiśmy o lepszych momentach, a te gorsze? Na pewno moment odejścia.

- Graliśmy na Bełchatowie i był rzut rożny. Źle wyszedłem, nie trafiłem w piłkę, a ona odbiła się od pleców Kałużnego i wpadła do bramki. Przegraliśmy to spotkanie właśnie jedną bramką. Wtedy trener Topolski zrobił ze mnie kozła ofiarnego .Walczyłem wtedy o Złote Buty, miałem 10 punktów przewagi na pięć kolejek do końca. Topolski mnie wtedy odstawił. Walczę o złote buty, dla siebie, ale i dla klubu. Jego to nie obchodziło, starliśmy się ostro. Nie odpuściłem, choć widziałem, że to nie ma sensu. Kędziora bronił wtedy jeden mecz i następny. Rzuciłem rękawicami i powiedziałem, że nie będę więcej współpracował z tym trenerem. Czas pokazał, że chyba ja miałem rację. Po kilku tygodniach jego już w klubie nie było.

Trener Topolski odszedł, ale i Mirosława Dreszera też nie było.

- Jak Topolski przychodził, to wstawiłem się za kolegą z zespołu w jakiejś sytuacji. W pewnym momencie trener może się wystraszył mojej pozycji? Nie wiem. Można kogoś ukarać , wiadomo, ale można też z kimś porozmawiać. On w ogóle nie chciał rozmawiać i niestety, musiałem się rozstać z Lubinem. Nie chciałem tego, tak jak powiedziałem wcześniej. Z chęcią bym karierę w Lubinie skończył i osiadł tam na stałe. Byli przed nim różni trenerzy. Bardzo dobrzy jak Andrzej Strejlau, wiadomo, legenda, ale i Pan Wojno. Naprawdę, z nimi dobrze się pracowało, ale z Topolskim nie było nam po jednej drodze.

Trenerzy mają różne koncepcje. Zdarza się.

- Jasne. Takie jest życie. Dlatego mogę tylko wspominać i po ludzku żałować, że tak wyszło. Co by było, jakby mnie zostawił? A tak, Jędrzej wszedł i on bronił, trudno.

Później okazało się, że musieliśmy sprowadzać innego, doświadczonego bramkarza.

- Po Lubinie broniłem w Ruchu Chorzów jeden sezon, było tam dwóch bardzo dobrych bramkarzy, Piotrek Lech, jeden z lepszych bramkarzy w Polsce. Fenomenalnie grał na przedpolu oraz Rysiek Kołodziejczyk. Rywalizowałem z nimi. Trenerem był Pan Orest Lenczyk. Najwięcej spotkań rozegrałem. Srebrne Buty zrobiłem w plebiscycie gazety Tempo. Potem zdarzyła się okazja, że trener u którego grałem wcześniej w Niemczech, ściągnął mnie do Magdeburga. Pojechałem i parę lat grałem jeszcze w Niemczech. Jak wszedłem do bramki Magdeburga, to broniłem. Jeden sezon 34 mecze, drugi sezon 34 mecze, trzeci sezon 34 mecze, a w końcu w czwartym 17 i poszły mi więzadła krzyżowe. Po tym skończyłem praktycznie karierę.

Trochę jeszcze Pan pograł, choćby w niższych ligach. Najpierw oldboje, a potem już drużyny z niższych lig do 2016r.

- Do Polski wróciłem 2007 roku i trener Fornalak zaproponował mi pracę jako trener bramkarzy w Polonii Bytom. Później zaangażowałem się w pracę jako trener bramkarzy, ale jeszcze w oldboyach, zgadza się, pograłem. Przyszedł jednak taki moment, że powiedziałem "nie". Musiałem pilnować kariery trenerskiej, bo z bronienia już i tak nic nie będzie. Był jednak jeden epizod. W Iskrze Pszczyna zagrałem przez mojego kolegę, Wojtka Jarosza. Graliśmy z Beskidem Skoczów i wygrywaliśmy 3:1.Piętnaście minut do końca i Wojtek mówi: „Mirek, wchodź. Chce ci zrobić nagrodę.” Wpuścił mnie na boisko. Dostałem jedną bramkę, potem sam na sam, trzecią z karnego. Na dwa razy obroniłem, ale trzeci raz mi dobił. Wygraliśmy 4:3 i chłopaki mieli pełny podziw, że w tym wieku można tak bronić. To był taki jeden incydent.

Oficjalnie to widnieje, że reprezentował Pan ten klub, nie jest doprecyzowane, przez ile spotkań.

MD: - Ja mówiłem, żeby nie robił z tego jakiejś afery. Facet, który ma 47-48 lat i broni jeszcze w takim klubie.

Ż: - Gdyby nie kontuzja, to mój mąż by tak samo grał.

Widziałem po zdjęciach, że mąż się jeszcze dobrze trzyma. Także chyba ma Pani rację.

Ż: - Tylko przez te więzadła. Najpierw Achilles, potem łydka i więzadło z tej samej nogi. Jestem pewna w 100%, dam sobie rękę odciąć, gdyby nie te kontuzje, to on by grał tak jak ci rekordziści. Do iluś tam lat. Przy jego prowadzeniu się i przy jego profesjonalnym podejściu do sportu, nie było innej drogi.

Jest jakaś specjalna dieta, specjalne dania?

Ż: - Nie, absolutnie. Nic z Anny Lewandowskiej, normalna kuchnia domowa. Czasami słodkości, bo mąż lubi. Uwielbia też niedzielne obiady, typowo śląskie. Czyli rolady, kluski i czerwona kapusta. Także jest normalna kuchnia, racjonalna, zdrowa i czasem mniej zdrowa, ale wszystko domowe.

Wszystko z głową.

MD: - Powiem tyle, że żona zawsze była w domu, nie pracowała zawodowo, zajmowała się dziećmi, domem i pod tym względem miałem zawsze wszystko w 100% zapewnione.

Ż: - Nawet teraz był znajomy u nas na obiedzie, w sobotę i mówi: „Ja już Mirek wiem, czemu Ty tak chętnie do domu wracasz.”

Czym dla Państwa jest Zagłębie Lubin z perspektywy czasu, wracacie wspomnieniami do tych czasów z naszego miasta, czy to taka zbyt odległa przeszłość?

Ż: - Dla mnie Lubin jest bardzo miłym wspomnieniem i uważam, że za krótkim, podobnie jak mąż.

MD: - Zawsze jak jadę do Lubina, to z sentymentem. Mam paru znajomych, którzy za moich czasów byli ochroniarzami, albo którzy są w obsłudze meczowej. Zawsze jak przyjeżdżam, to wychodzą i się witają. Spotkamy się, porozmawiamy trochę. Ostatnio z Mariuszem Lewandowskim sobie pogadaliśmy na temat starych czasów.

Chodziła taka legenda, że Pan go do szafy schował.

- Całe Kielce się ze mnie od razu nabijały, jak to wyszło. Wtedy robiliśmy różne numery. Wydaje mi się, że my go wtedy zamknęliśmy przed treningiem. Do takiego magazynku na sprzęt. Wzięliśmy klucz i do widzenia, poszliśmy na trening. Szatnia była wtedy mocna. Jak Kałużny zaczął trenować w Lubinie, to od razu mówiłem, że z niego będzie kawał zawodnika. Reprezentant Polski, dobry piłkarz i co, sprawdziło się?

Tu się Pan nie pomylił. Szatnia pełna charakterów. Był choćby Robert Bubnowicz, Stefan Machaj, Dariusz Lewandowski. Kto wtedy wiódł prym?

- Wiadomo, że jak przychodziłem, to Machaj. Już był i to on wiódł prym. Także Andrzej Wójcik. Z biegiem czasu, to przejęło się te stery i też miałem mocną pozycję. Nigdy nie byłem jedynką i nie chciałem tą jedynką być, bo pewne sprawy się rozwiązuję razem. W pewnym momencie byłem kapitanem. To też nie była łatwa sprawa, bo przy wielu rzeczach trzeba było głowę nadstawiać. Pochylać się nad pewnymi sprawami i iść na pierwszy ogień. Wydaje mi się, że te czasy były zdecydowanie lepsze niż teraz. Młodzi zawodnicy mieli zdecydowanie więcej szacunku do tych starszych. Przychodziłem do Legii Warszawa, to przez dwa, trzy miesiące mówiłem wszystkim na Pan. Wtedy prawie 80% procent zawodników grało w reprezentacji Polski. Kazimierski, Buncol, Majewski, Wdowczyk, Kubicki, to byli zawodnicy z najwyższej półki. Teraz młody chłopak przychodzi, bez respektu dla tych starszych, bo jemu się coś należy. Dziś po pięć razy musisz mówić młodemu, co ma robić, bo on nie wie. Dla niego to jest dziwne, że ktoś od niego wymaga.

Pełna zgoda, chociaż zależy czasem od drużyny. W jednych to lepiej funkcjonuje, w drugich gorzej, ale prawdą jest, że te zasady z czasem się zmieniły.

- Taki przykład. Graliśmy o utrzymanie ze Stalą Stalowa Wola, wygraliśmy 3:2.Tak się tam spięliśmy, że jeden za drugiego poszedłby w ogień. Ciężko o takie sytuacje, a wtedy wszyscy się motywowaliśmy. Panowie jest ciężko, musimy i walczyliśmy do upadłego. Dziś nie do pomyślenia.

A spotkanie, które utkwiło Panu w pamięci, jeżeli chodzi o reprezentowanie Zagłębia? Ja mam swój typ, ale Pan pewnie powie inne.

- Był taki jeden mecz, graliśmy przed wyjazdem do Mediolanu u siebie z Pogonią Szczecin. Dostaliśmy 3:0, ja wtedy puściłem trzy bramki. Nie pamiętam jakie, ale kibice podeszli bardzo pozytywne do tego i szybko mi wybaczyli. Jechaliśmy potem na Milan, do Włoch, i ja trochę podłamany mówię, że tam to dostaniemy z ósemkę.

Jak z tym Milanem było? Na wyjeździe to było gładkie 0:4, ale u nas do przerwy było 0:0.

- Gładkie, ale przecież oni 1:0 do przerwy prowadzili i to po przypadkowej bramce Savicevicia. Potem w 46. minucie samobója sobie strzeliliśmy. Stefan Machaj głową zmienił kierunek lotu piłki, później dostaliśmy jeszcze dwie bramki. To nie było gładko, jakbyśmy po przerwie się utrzymali trochę przy piłce i byśmy takiej głupiej bramki nie dostali, to wtedy może byśmy nie przegrali z nimi tak wysoko.

To był dzisiejszy Real Madryt.

- Tylko myśmy nie byli w najwyższej formie... Była jeszcze zmiana trenera. To, że przegraliśmy tylko tyle, to można i tak powiedzieć, że to był cud.

Czemu Pan mówi, że nie byliście w najwyższej formie, coś szwankowało?

- Przegraliśmy jeden ważny mecz z Pogonią 0:3 i za dwa dni jechaliśmy na Milan. Tutaj dostajesz u siebie 0:3, z rywalem z Polski i jedziesz na Milan. Gdzie wiadomo same sławy grają.

Po Milanie wygraliście z Górnikiem Zabrze 2:1 na wyjeździe, potem całkiem dobrze wam szło. Remis w Poznaniu, wygrana z ŁKS-em i dopiero koniec września porażka z Rakowem Częstochowa - na wyjeździe.

- Tak, 1:0 Skwara strzelił bramkę z głowy, najmniejszy zawodnik nam bramkę strzelił...

A takie spotkanie z Katowicami, zremisowane 4:4? Prawdziwy rollercoster w Lubinie, ale dla Pana chyba wszystkie mecze z GKS-em były szczególne.

- Zgadza się. Z Katowicami to były szczególne mecze. Ogólnie z klubami ze Śląska. GKS Katowice, Górnik, to były dla mnie ważniejsze mecze, pochodziłem ze śląska i inaczej do tego się podchodziło

To widać. Jest takie zdjęcie, po wygranym przez nas 1:0 spotkaniu w 1996 r. Trenerem był wtedy Strejlau. Z jednej strony zwycięstwo, a Pan ma minę jakbyście przegrali 0:5.

- Może tak było. Nie wiem, już nie pamiętam,

Jest zdjęcie, jest... Był Pan nawet z szalikiem Zagłębia, który wisiał w bramce.

- Przeważnie bramkarz im więcej bramek dostaje, tym mniej o tym pamięta. Lepiej się pamięta jak na zero broni (śmiech).

Przez te trzy lata zapisał się Pan w historii naszego klubu i jest Pan bardzo mile wspominany.

- Lubin jest moim drugim domem.

Ż: - Do emerytury jeszcze zostało parę dobrych lat, więc niekoniecznie musimy zamykać ten temat. Nie wiadomo, co będzie (śmiech)!

MD:- Życzę trenerowi Koszarskiemu jak najlepszej trenerki, jak najwięcej zdrowia. Choć kiedyś bym się tam z chęcią zjawił. Popracowałbym w Lubinie jako trener bramkarzy.

O trenerze bramkarzy Państwo słyszeli, a docierają do Państwa informacje o naszej akademii, gdzie dbamy o młodych zawodników. Nie korciło by Pana, aby w takiej akademii popracować?

Ż: - Po Polonii Bytom, kiedy nie było ofert pracy, były takie myśli, żeby zacząć coś swojego. Założyć taką akademię. Tylko organizacyjnie, to nie jest takie proste.

Prowadzenie własnej szkółki bramkarskiej, to już wyzwanie.

Ż: - Ktoś musiałby do spółki wejść i pomóc. Mąż może od strony sportowej firmować i trenować.

MD: - Wiem, bo patrzę i śledzę poczynania Zagłębia Lubin. Akademia się super rozwija, jedna z lepszych na dzień dzisiejszy w Polsce. Jeżeli ktoś by mnie chciał, to numer znacie (śmiech). Teraz w Kielcach pracuję, ale życie płata różne figle. Dzisiaj jestem tutaj, juto mogę być gdzie indziej. To jest normalne w naszym zawodzie. Na nowym stadionie Zagłębia już byłem. Teraz, jak już zburzono stary budynek, wszystko fajnie wygląda. Super obiekty, bardzo fajne otoczenie, piękne wybudowane boiska. Nic, tylko trenować!

:arrow: Mirosław Dreszer: Lubin jest moim drugim domem

_________________
www.forum-soccer.home.pl

www.mkszaglebie.pl
www.zaglebie.org

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3097 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 203, 204, 205, 206, 207  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Adsense [Bot] i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

W ramach naszej strony wykorzystujemy “ciasteczka” (cookies) w celu zbierania anonimowych statystyk odwiedzających (przy pomocy AdSense) oraz obsługi sesji dla zalogowanych użytkowników i świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. Możesz dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dla plików cookies w swojej przeglądarce.